Jesienny liść

W pewnym parku rosło drzewo wśród wielu innych podobnych do niego drzew. Jego gałęzie porastały liście, które, jak to zwykle bywa, nieśmiało pojawiały się wiosną, mocno zieleniły latem, by jesienią przybrać czerwono-złote suknie i wraz z wiatrem sfrunąć na ziemię w wesołym tańcu. Liście nie wiedziały, co czeka je na dole, gdyż nigdy żaden z nich nie wrócił już w tej postaci na drzewo. Mimo to w jakiś trudny dla nich do zrozumienia sposób, czuły, że nadal będą częścią przyrody. Liście akceptowały, że taki jest bieg natury. Lecz pewnej wiosny na jednej z gałęzi drzewa, wśród wielu podobnych liści, wyrósł jeden, który swym zachowaniem różnił się od innych. Był on bardzo niespokojnym liściem. Podczas gdy wszystkie liście wsłuchiwały się w pieśń wiatru i pozwalały mu kołysać się delikatnie w rytm jego melodii, on z całych sił trzymał się sztywno, próbując kontrolować wietrzne podmuchy. O nie, nie będziesz mną rządzić, ja zdecyduję, jak mam się ruszać – Mówił sobie liść. Lubił on mieć wszystko pod kontrolą, czuł się wtedy bezpiecznie. Dlatego im bliżej było do jesieni, tym bardziej stawał się niespokojny. Spoglądał wciąż w dół, w stronę ziemi, próbując dostrzec, co tam jest. Jednak jego wzrok nie sięgał zbyt daleko. Ten niepokój rósł z każdym dniem. A im krócej słońce gościło na horyzoncie, tym bardziej w jego umyśle kiełkowała pewna myśl. Myśl, która stała się teraz jego najważniejszym celem: Nie pozwolę ci wietrze strącić mnie z drzewa. Zostanę na drzewie i nie będziesz mną rządzić. Liść tak bardzo skupił się na tej myśli, że każdy najdelikatniejszy nawet podmuch wiatru odczytywał jako zaczepkę. Z całych sił napinał wtedy swoje nerwy i trzymał się gałęzi. Kosztowało go to sporo wysiłku. Gdy w końcu przyszła jesień był już bardzo zmęczony. Nie zamierzał jednak odpuścić. Inne liście stopniowo jeden po drugim pozwalały, by wiatr uniósł je ku ziemi. Na drzewie było ich każdego dnia coraz mniej. Aż w końcu pozostał on jeden. Złość, którą czuł, wcześniej dodawała mu siły, ale teraz miał już tej siły coraz mniej. I tak naprawdę to się bał. Bał się tego, co będzie, co nieznane i niepewne. Bał się też, że jeśli odpuści, to będzie musiał sam przed sobą przyznać, że jest słaby. Wiatr również nie przestawał. Z zaciekawieniem przyglądał się temu jednemu listkowi, który pozostał jeszcze na drzewie i szeptał:

Hej, jesteś już taki zmęczony. To, że wieję jest dla ciebie trudne, wiem. Ja nie robię tego złośliwie. Po prostu jestem wiatrem i wieję.

Liść coraz bardziej dostrzegał, że jego działania są bez sensu i przynoszą mu więcej szkody niż pożytku.

Czy naprawdę musi być tak, jak chcę? Jestem już taki zmęczony, nie mam już siły… Powiedział w końcu liść. Rozluźnił swoje spięte wcześniej nerwy i zamknął oczy. Wziął głęboki oddech i…

Puścił gałąź. Pozwolił, by wiatr niósł go swobodnie. Czuł, że złość i zmęczenie powoli ustępują miejsca przyjemnemu uczuciu spokoju. W końcu zrozumiał, co to znaczy, czuć się lekkim jak liść na wietrze. To uczucie bardzo mu się podobało. Otworzył oczy i z dystansem obserwował swój lot. Nie starał się przejąć nad nim kontroli. Powoli opadł na ziemię. Nie udało mu się osiągnąć celu, który sobie wymyślił. Nie czuł się jednak przez to słaby. Wręcz przeciwnie, czuł, że postąpił mądrze i że ma teraz dużo więcej energii niż wcześniej, gdyż nie tracił jej na coś, co nie miało sensu.

 

O czym warto porozmawiać z dziećmi po przeczytaniu bajki oraz pomocne zabawy

Czy było kiedyś tak, że czegoś bardzo chciałeś (np. coś mieć, żeby coś się stało lub też coś się nie wydarzyło), myślałeś o tym wciąż i robiłeś wszystko, żeby to osiągnąć, a to się nie spełniało? Jak się wtedy czułeś?

Czy zauważyłeś, że być może twoje działania przynoszą więcej szkody niż pożytku (np. zaczynasz kłócić się z innymi, czujesz się zmęczony)?

Jak myślisz, co by się stało, gdybyś wtedy odpuścił?

Zabawa w spadające liście

W sezonie możemy użyć prawdziwych liści, poza sezonem mogą je zastąpić liście z papieru lub np. skrawki materiału.

Za chwilę podrzucimy nasze liście wysoko w górę. Naszym zadaniem będzie za wszelką cenę utrzymać je w powietrzu. Musimy dmuchać z całych sił, tak by liści nie spadły na ziemię.

Gdy już się zmęczymy, przerywamy zabawę i rozmawiamy o tym, jak się czuliśmy. Jaki wpływ miał na nas tak postawiony cel: “musimy za wszelką cenę”?

Teraz ponownie będziemy próbowali utrzymać liście w powietrzu, ale tym razem nie zakładamy, że musimy to zrobić. Kiedy poczujemy zmęczenie, pozwolimy liściom opaść i wraz z nimi kładziemy się na podłodze, rozluźniamy ciało, odpoczywamy. Jak teraz się czujemy?

Piosenki o emocjach

Oczywiście najlepiej wychodzą w połączeniu z gestami pasującymi do tekstu, odpowiednim tonem, głośnością i mimiką – pozostawiam do własnej inwencji 😉

  1. (Na melodię “Panie Janie”)

Gdy mi wesoło x 2                                                                                                               Śmieję się      x 2                                                                                                                 A kiedy mi smutno x 2                                                                                                         Płaczę też x 2

Gdy się złoszczę x 2                                                                                                          Tupię tak x 2                                                                                                                        A kiedy się boję x 2                                                                                                              Chowam się x 2

2. (Na melodię “Ja jeden palec mam i coraz szybciej gram”)

Emocje w głowie mam                                                                                                        Emocje w sercu mam                                                                                                          Emocje to jest coś co masz i ty i ja.

Przyjemne czasem są                                                                                                        I trudne czasem są                                                                                                              Lecz ja spróbuję z nimi zaprzyjaźnić się!

 

Dziewczynka spod Gwiazdozbioru Żyrafy

Pewnej grudniowej nocy, pod jedną z gwiazd szczególnie tej nocy widocznego Gwiazdozbioru Żyrafy, w małym i spokojnym miasteczku przyszła na świat dziewczynka. Miała kasztanowe włosy jak jej mama i zielone oczy jak jej tata. I miała jeszcze coś, czego nie mieli ani mama, ani tata. Jej skórę pokrywały delikatne plamki o lekko brązowym odcieniu – zupełnie jak u żyrafy. I gdy pierwszy raz ujrzeli ją na świecie pokochali jej kasztanowe włosy, zielone oczy i brązowe plamki. Te plamki trochę ich zmartwiły a trochę zastanawiały – skąd się wzięły? Pan doktor, który czuwał nad dziewczynką, gdy przyszła na świat, też jeszcze nie wiedział, skąd wzięły się plamki. Powiedział, że są one częścią dziewczynki i tyle. A później, gdy tata spojrzał w niebo i zobaczył jasno świecący Gwiazdozbiór Żyrafy, zrozumiał, że ta mała dziewczynka będzie dla nich kimś wyjątkowym.

Przywitała świat donośnym krzykiem, a potem ukojona czułym kołysaniem zasnęła w ramionach swojej mamy. Mama i tata kochali ją najmocniej na świecie i towarzyszyli jej w każdym ważnym momencie życia.

Nazwali ją Basia. Tak więc Basia rosła bardzo prędko. Rosły jej ręce, nogi, rosły także brązowe plamki na ciele. Gdy tylko Basia nauczyła się chodzić, to od razu zaczęła też skakać, Bardzo to lubiła, skakała po wszystkim, co się dało: po łóżku, po krzesłach, po trawie, po brzuchu taty, gdy leżał na kanapie. Aż w końcu tata kupił dla niej małą trampolinę i postawił ją w ogródku. I na niej też Basia skakała. Naprawdę wysoko. Basia lubiła też obserwować wieczorem niebo. Tata opowiadał jej o gwiazdach i planetach. Opowiedział też o szczególnie dla nich ważnym Gwiazdozbiorze Żyrafy.

Mała Basia nie tylko rosła ale też stawała się coraz mądrzejsza i bystrzejsza. I już wkrótce zaciekawiła się tym, że wśród wszystkich znanych jej osób tylko ona jedna ma na rączkach, nóżkach i brzuszku plamki – zupełnie tak jak ta żyrafa, co ma cały gwiazdozbiór.

– Mamo, czy w naszej rodzinie jest jakaś żyrafa? – Zapytała raz Basia swoją mamę.

– Nie kochanie, nie ma. A chciałabyś, żeby była? – Odpowiedziała mama z uśmiechem, pod którym kryło się zmartwienie.

Tak, mama zmartwiła się, że Basia może źle się czuć ze swoimi plamkami.

Ale Basia nie czuła się źle. Czuła, że mama i tata i wszyscy najbliżsi, których miała, kochali ją calutką od stóp aż po czubek głowy, a przecież po drodze są też plamki. Basia była po prostu ciekawa.

Razem z Basią rosły też inne dzieci, które znała i te, które dopiero poznawała. I te dzieci coraz częściej przyglądały jej się uważnie. Niektóre, gdy już się przyjrzały i znudziły tym przyglądaniem, to bawiły się dalej w najlepsze. Inne pytały, czemu ma takie plamki. A jeszcze inne pokazywały ją sobie palcami i chichotały.

Basia zaczęła czuć się nieswojo. A już najbardziej nieswojo poczuła się, gdy któregoś dnia jakiś chłopiec powiedział do niej:

– Dziwne te twoje plamy. Czemu ty je wszędzie masz? Nie możesz ich zmyć?

Dziewczynka poczuła, jak nagle robi jej się gorąco. Skurczyła się w sobie i spuściła wzrok. I tym razem po powrocie do domu zapytała mamę już bardziej stanowczo i ze złością w głosie:

– Mamo, dlaczego ja mam takie plamki, a nikt inny ich nie ma?

Mama odpowiedziała jej to, co mówiła już wcześniej:

– Nie wiem dlaczego. Gdy się urodziłaś, one były już z tobą.

– Mamo ja ich nie chcę, czy one kiedyś znikną? Przez te plamy jestem dziwna.

– Słyszę, że czujesz się z nimi źle. Nie wiem, czy one znikną. Ja nie mogę tego sprawić. Mogę za to być przy tobie wtedy, gdy poczujesz się smutna.

Mama przytuliła mocno Basię i zobaczyła, jak rozluźniają się jej dłonie, które wcześniej trzymała zaciśnięte w pięści. A po chwili zapytała jeszcze:

– Czy mogę zdradzić ci pewien ważny sekret?

Dziewczynka z mokrymi od łez oczami, ale bardzo zaciekawiona, kiwnęła głową.

– Rzeczy są takie jakie są. Nie są ani ładne, ani brzydkie, nie są zwyczajne ani dziwne. One po prostu są. Ale musimy nauczyć się patrzeć, żeby je naprawdę zobaczyć… a nie tylko widzieć je tak, jak sobie wymyśliliśmy, że wyglądają. To czasami jest bardzo trudne.

Basia próbowała zrozumieć, o co chodzi mamie, a mama dodała jeszcze:

– Ty jesteś Basią. Masz kasztanowe włosy, zielone oczy i brązowe plamki na ciele. Jeśli ktoś będzie umiał patrzeć, zobaczy taką właśnie Basię, z którą będzie mógł się zaprzyjaźnić.

Teraz Basia już zrozumiała i jeszcze mocniej przytuliła mamę.

Jakiś czas później Basia bawiła się na dworze, gdy podeszła do niej dziewczynka i zaczęła jej się przyglądać zdziwiona. A po chwili powiedziała:

– Ej, co ty masz na rękach?

Basia poczuła, że serduszko tak nieprzyjemnie szybko jej bije. Wzięła wtedy głęboki oddech, zebrała całą siłę, jaką miała w sobie i powiedziała:

– Jestem Basia. Mam takie plamy i już. Jeśli chcesz, możesz się ze mną zaprzyjaźnić. Możemy poskakać razem na trampolinie, jestem w tym naprawdę świetna. Mogę też opowiedzieć ci o gwiazdach i planetach, bo dużo wiem na ten temat. Chcesz?

Dziewczynka otworzyła szeroko oczy i zaniemówiła na chwilę zaskoczona. Potem uśmiechnęła się do Basi i odpowiedziała:

– Jestem Alicja. O planetach to ja za bardzo nic nie wiem, ale założę się, że na trampolinie cię pokonam.

No więc poszły sprawdzić, kto rzeczywiście wyżej skacze. I bardzo dobrze się bawiły. Tak dobrze, że zapomniały już, że miały to sprawdzić. A później Basia na prawdę opowiedziała Alicji o kosmosie, gwiazdach i gwiazdozbiorze żyrafy.

Ale nie zawsze było tak łatwo. Czasem zdarzało się, że jakiś chłopiec albo dziewczynka nie chcieli słuchać jej przyjaznych słów i śmiali się z niej lub mówili coś przykrego. Wtedy Basia wiedziała, że oni nie potrafią jeszcze patrzeć tak, żeby widzieć coś na prawdę (tak jak wyjaśniała jej mama). I chociaż nadal było jej z tym trudno i nieprzyjemnie, to wiedziała, że nie na wszystko można od razu znaleźć rozwiązanie. Przypominała sobie wtedy, że jest Basią, która lubi skakać i wie dużo o gwiazdach, a jeśli ktoś mówi, że jest “dziwna”, to znaczy, że on tak mówi, a nie że Basia taka właśnie jest. A gdy mimo to było jej czasem bardzo źle, bo wyczerpała już wszystkie swoje siły, to szła do kogoś, kto naprawdę umiał patrzeć, np. do mamy i taty. Śmiali się wtedy i bawili albo po prostu w milczeniu gapili na gwiazdy. I to było dla niej naprawdę pomocne.

Zmartwiona Głowa

Pewnego wiosennego dnia w wiosce Indian z plemienia Dudum wszystkie dzieci bawiły się radośnie, tańcząc i śpiewając. Ich rodzice pracowali w tym czasie przy odbudowie mostu zniszczonego przez rzekę. Tylko jeden z chłopców nie bawił się z pozostałymi dziećmi. Stał samotnie z boku, rozglądając się dookoła, a po jego twarzy leciały łzy. Od czasu do czasu ktoś z rówieśników podchodził do niego, żeby zaprosić go do wspólnej zabawy, jednak on trzymał się z boku i wciąż płakał. W końcu dzieci przestały zwracać na niego uwagę. Wiedziały, że chłopiec czeka, aż jego rodzice skończą pracę przy zepsutym moście i zabiorą go do domu.

Ten mały Indianin często płakał też z innych powodów. Gdy czegoś nie potrafił, gdy ktoś odezwał się do niego gniewnym głosem, gdy musiał zrobić coś, czego nie lubi… Wtedy robił się smutny i płakał. Jego uczucia i zmartwienia sprawiały czasem, że nie mógł się poruszyć, zaczynał boleć go brzuch, a nawet zdarzało się, że wymiotował.

Z tego powodu małemu Indianinowi nadano imię Zmartwiona Głowa, i tak też wszyscy na niego wołali.

Jego koledzy i koleżanki chciały mu jakoś pomóc. Próbowały go pocieszać, rozśmieszać, zapraszały do zabawy. I choć bardzo go lubiły, to miały czasem już tego dość, bo Zmartwiona Głowa zamiast bawić się z nimi, cały czas myślał o swoim domu. Gdy grali w zagadki, nie potrafił odgadnąć nawet tych najprostszych, przez co jego drużyna przegrywała.  Gdy budowali tajny szałas w lesie, Zmartwiona Głowa zamiast szukać razem z nimi najlepszych gałęzi, płakał i myślał tylko o tym, kiedy już wróci do domu. Dzieci czuły się bezradne i zmęczone jego płaczem, więc czasami odsuwały się od niego.

Pewnego dnia Zmartwiona Głowa wybrał się z resztą plemienia na poszukiwania rzadkiej i cennej leczniczej rośliny. Szli przez zupełnie nieznane sobie dotąd tereny. W pewnym momencie mały Indianin zauważył, że jest sam, w pobliżu nie było nikogo z plemienia. Krzyczał głośno Hop hop. Ale nikt mu nie odpowiadał.

Jego serce zaczęło bić szybko, brzuch zacisnął się jak pętla, ręce i nogi zaczęły dygotać. W głowie pojawiły się myśli: O nie, co teraz będzie, już nigdy ich nie odnajdę, zostanę na zawsze sam.

Wtedy chłopiec zobaczył przed sobą potężne drzewo. Była to bardzo stara sosna. Indianie z plemienia Dudum zawsze bardzo szanowali drzewa i chętnie siadali przy nich, by porozmawiać z Matką Naturą wtedy, gdy potrzebowali jej pomocy lub rady. Zmartwiona Głowa również podszedł teraz do starej sosny i usiadł przy niej.

– Matko Naturo…  – Powiedział nieśmiało. – Pomóż mi proszę, bo z tego strachu cały się trzęsę i sam na pewno sobie nie poradzę.

Poczciwa sosna zakołysała leciutko swoimi gałęziami.

– Nie musisz radzić sobie sam – Odpowiedziała Matka Natura. – Masz przecież przy sobie swojego najlepszego przyjaciela, który jest z tobą zawsze i wszędzie, gdziekolwiek jesteś i cokolwiek robisz. On ci pomoże.

Mały Indianin rozejrzał się dookoła zdziwiony.

– Nie szukaj go na zewnątrz, poszukaj go w sobie. – Powiedziała Matka Natura. – Ten przyjaciel to twój oddech. On pomoże ci, gdy się martwisz, czujesz lęk lub gniew. Nie musisz walczyć z tymi uczuciami. Możesz je zaakceptować, a gdy są bardzo silne, oddech pomoże ci i będzie z tobą, aż one osłabną i odpłyną powoli z twojego ciała.

Chłopca bardzo zdziwiły te słowa, lecz słuchał dalej.

– Spróbuj go teraz odnaleźć i skup na nim całą swoją uwagę.

Chłopiec zamknął oczy. Teraz lepiej mógł usłyszeć przyjemny, spokojny szum starej sosny i poczuć zapach jej zielonych igieł.

Lecz nieprzyjemne myśli i strach nie chciały tak łatwo odejść z jego głowy i wciąż podpowiadały: O nie! zostaniesz na zawsze sam!

Matka Natura usłyszała te myśli i podpowiedziała chłopcu, by znalazł jakąś rzecz, drobiazg, na którym skupi swoją uwagę.

– Ale co to ma być? – Zapytał mały Indianin.

W tym momencie sosna zakołysała swoimi gałęziami i jakaś mała rzecz spadła na ziemię tuż obok jego dłoni. Dotknął jej z zamkniętymi oczami i rozpoznał, że jest to szyszka. Jej powierzchnia była lekko chropowata, kłująca i lepiła się od żywicy. Chłopiec spróbował skupić na niej całą swoją uwagę tak, jakby była teraz najważniejszą rzeczą na całym świecie. I udało mu się.

– Twoja uważność także jest twoim przyjacielem. – Szepnęła Matka Natura. – Teraz przenieś więc swoją uwagę na oddech.

Chłopiec posłuchał jej. Poczuł jak delikatne, świeże powietrze płynie swobodnie jak rzeka i dociera do jego głowy, rąk, nóg i brzucha. Z każdym wdechem i wydechem jego brzuch powoli unosił się i opadał. Jego serce powoli uspokajało się, ręce i nogi rozluźniały się. Nie zauważył nawet, kiedy z jego głowy odpłynęły nieprzyjemne myśli.

Kiedy poczuł się już zupełnie swobodnie, otworzył oczy. Teraz, gdy jego głowa i ciało były już spokojne, mógł skupić się na tym, jak sobie poradzić w tej sytuacji. Rozejrzał się dookoła i po chwili zauważył na ziemi ślady, które wskazały mu, gdzie szukać swoich towarzyszy. Wcześniej nie widział tych śladów, bo jego umysł zajęty był przez strach i zmartwienia.

– Dziękuję ci mój przyjacielu. – Powiedział mały Indianin, myśląc o swoim oddechu.

Zmartwiona Głowa bardzo zaprzyjaźnił się ze swoim oddechem i od tej pory często wzywał go na pomoc. Gdy zatęsknił za mamą, gdy coś mu się nie udało, gdy czegoś się wystraszył lub czuł się samotny. A oddech zawsze przychodził mu z pomocą. Korzystał też z pomocy swojej uważności, która pomagała mu uporządkować pędzące w głowie myśli.

Gdy Zmartwiona Głowa bawił się z dziećmi na polanie i ogarniała go ogromna tęsknota za domem, przywoływał na pomoc swoich przyjaciół.

Dzieci zauważyły, że ich kolega się zmienił i bardzo się cieszyły, że bawi się razem z nimi. Pewnego razu powiedziały do niego:

– Już nie jesteś Zmartwioną Głową, teraz jesteś już Spokojną Głową. I od tej pory tak go nazywano.

 

 

 

* Bajka ta zainspirowana została książką “Uważność i spokój żabki” autorstwa Eline Snel oraz historiami pewnych dwóch wspaniałych chłopców 🙂

We wspomnianej wyżej książce znajduje się wiele ciekawych pomysłów na ćwiczenia z oddechem i uważnością. Tutaj podaję jeszcze inne, moje pomysły na zabawy i zadania do wykorzystania razem z bajką:

Twoje indiańskie imię – Zastanów się, jak brzmiało by twoje imię, gdybyś był małym Indianinem? A może pasuje do ciebie kilka różnych imion?

Zagadki w ciemno – Poproś kogoś, żeby przygotował dla ciebie kilka przedmiotów, które spróbujesz rozpoznać z zamkniętymi oczami. Podczas próby ich rozpoznawania, możesz głośno mówić o swoich wrażeniach, o tym co przychodzi ci na myśl.

Oaza Spokoju – Wyobraź sobie jakieś miejsce, które będzie oazą spokoju, to może być jakieś fantastyczne i wymyślone przez ciebie miejsce. W czasie zabawy możesz chodzić swobodnie po pomieszczeniu, w którym jesteś i głośno mówić, o wszystkim, co tam widzisz. W pewnym momencie osoba, która bawi się z tobą, mówi: “Teraz wracasz do oazy spokoju”. Wtedy twoim zadaniem jest przywołać w wyobraźni to miejsce i zacząć opowiadać o tym, jak wygląda, co tam robisz. Po chwili można wrócić do obserwowania pomieszczenia, aż znów nie usłyszysz, że czas wracać do oazy spokoju. Na koniec możesz narysować swoją oazę.

 

Złość i góra lodowa

Dawno, dawno temu, za górami i lasami w bardzo mroźnej krainie, na środku Bardzo Zimnego Morza znajdowała się góra lodowa. I choć po wodach tych nieustannie żeglowali różni marynarze w poszukiwaniu drogocennych diamentowych brył lodowych, to góra ta sterczała sobie spokojnie nad powierzchnią wody przez nikogo nie odwiedzana. Działo się tak dlatego, że górę zamieszkiwała Złość. Była ona dość nieprzyjemnym stworzeniem, które potrafiło głośno, a nawet przeraźliwie krzyczeć, gdy tylko ktoś próbował się zbliżyć. Złość wykrzykiwała też często obraźliwe słowa, trzęsła mocno całą górą, powodując śnieżne lawiny, czasem rzucała w powietrze ostre i kłujące sople lodu.

Większość marynarzy omijała górę z daleka, opowiadając sobie nawzajem, że nie ma sensu się do niej zbliżać. Inni omijali ją, bo się jej bali. Byli też tacy, co podpływali blisko i krzyczeli do Złości, by natychmiast opuściła górę, próbowali wypędzić ją na różne sposoby, kierowali do niej wrogie słowa, krzycząc, że mają jej dość i nikt jej tu nie chce, a nawet grozili jej bronią. Czasami Złość wystraszona chowała się gdzieś pod wodę, ale później znów wracała.

Działo się tak przez wiele lat. Aż pewnego dnia w pobliże lodowej góry przypłynął swoim statkiem bardzo mądry i odważny marynarz. Słyszał wiele opowieści na temat góry i jej groźnego mieszkańca, ale jego wielka ciekawość nigdy nie pozwalała mu bezgranicznie wierzyć w to, co tylko słyszał od innych. Marynarz ten miał też w sobie coś, co było jego wielkim skarbem i czyniło go bardzo silnym. Był to spokój. Marynarz już z daleka zobaczył górę lodową i skaczącą po niej Złość. Gdy podpłynął bliżej i Złość go zauważyła, zaczęła natychmiast krzyczeć i trząść całą górą. Marynarz nie wystraszył się jednak i spokojnie podpłynął jeszcze bliżej. Wtedy Złość rzuciła w jego kierunku bardzo ostry sopel lodu i z całej siły dmuchnęła lodowatym wiatrem, chcąc przewrócić jego statek. Marynarz i tym razem zachował spokój. Patrzył na Złość nie ze strachem i nie z gniewem, ale z zaciekawieniem i życzliwością. Dzięki temu dostrzegł, że jest ona znacznie mniejsza i słabsza od niego. I nagle wśród całego tego hałasu, który robiła, wydała mu się ona zupełnie bezradna i bezbronna. Nie chciał jednak, by Złość wyrządziła mu krzywdę, dlatego powiedział do niej pewnie i odważnie, ale też najbardziej spokojnie jak potrafił:

– Widzę cię i słyszę. Nie chcę zrobić ci krzywdy i nie chcę, żebyś ty skrzywdziła mnie. Pozwól mi podejść, bo chciałbym cię poznać i pomóc ci, jeśli zechcesz.

Złość bardzo zadziwiła się tymi słowami. Jej krzyk powoli przycichł, nogi i ręce uspokoiły się. Spojrzała na marynarza i kiwnęła głową na znak, by podszedł do niej.

– Potrzebuję twojej pomocy. – Powiedziała do niego. – Tam pod wodą są moi przyjaciele, musisz pomóc im wyjść, bo sami nie potrafią, a ja nie mam tyle siły.

Zaskoczony marynarz natychmiast wziął się do pracy i z pomocą liny wyciągnął spod wody kilka dziwnych stworzeń.

– Dziękuję ci za twoją pomoc. – Powiedziała Złość i wyjaśniła, że jej przyjaciele, to uczucia: Smutek, Frustracja, Lęk, Poczucie Zagrożenia, Zmęczenie.

– Dlaczego nikogo wcześniej nie poprosiłaś o pomoc, tylko odstraszałaś wszystkich swoim krzykiem i wyzwiskami? – Zapytał marynarz bardzo zdziwiony.

– Ale ja właśnie próbowałam im dać znać.  – Odpowiedziała Złość bezradnie. – Krzyczałam, bo chciałam, żeby mnie usłyszeli, ale oni odpływali, nie zwracając na mnie uwagi albo mi grozili i wyganiali mnie. Myślałam, że jak rzucę soplami lodu, to zrozumieją, ale to też nie pomogło. A potem już na nich wyzywałam, bo się denerwowałam, że mnie nie rozumieją.

– Ach więc to tak… – Szepnął marynarz ze współczuciem.

– Przepraszam, jeśli wyrządziłam ci krzywdę. Nie było to moim celem. Ja tylko chciałam, żeby ktoś pomógł im się wydostać.

Marynarz uścisnął Złość serdecznie i udał się w dalszą podróż. A ona w końcu mogła odpocząć razem z innymi uczuciami, swoimi przyjaciółmi. Była bardzo wdzięczna marynarzowi za jego spokój i zainteresowanie, jakie jej okazał. Gdyby nie on, nikt nigdy by się nie dowiedział, co kryło się pod lodową górą zamieszkiwaną przez Złość.

 

 

 

 

 

 

 

 

Wiosenna akcja malowania bloga

Wiosna w pełni, wszędzie zielono a Wytworki Potworki dość szarobure, dlatego proszą Was, żebyście je odrobinę ubarwili swoimi wspaniałymi obrazami. Kto miałby ochotę stworzyć ilustrację do dowolnej bajki z bloga, może przesłać swoją pracę w formie elektronicznej (skan lub zdjęcie) na adres e-mail: gosia.tomera@gmail.com. Proszę też o podanie imienia i wieku dziecka, numeru telefonu lub adresu e-mail
do rodzica/opiekuna oraz dopisanie do jakiej bajki jest to ilustracja. Nadesłane prace zostaną zamieszczone na stronie http://www.wytworki-potworki.pl/, a spośród nich wylosowane zostaną trzy, których autorzy otrzymają upominki w podziękowaniu
za udział w akcji. Z wylosowanymi osobami skontaktuję się mailowo lub telefonicznie. Prace można przesyłać do 31 maja 2018r. Upominkami są takie oto mozaiki:

Głowa pełna pomysłów

Był sobie raz chłopiec podobny do innych chłopców. Miał ciekawskie oczy i uszy, które interesowały się wszystkim dookoła. Miał wszędobylskie nogi, którym niestraszne były wysokie płoty i ogromne kałuże. Miał dobre i czułe serduszko, które kochało rodziców    i lubiło kolegów. Miał też głowę, w której mieszkały różne fantastyczne pomysły.             I właśnie ta głowa była bardzo uparta. Tak bardzo uparta, że gdy wpuściła do siebie jakiś jeden pomysł, to nie chciała wpuścić już żadnego innego.

Pewnego dnia z samego rana do głowy chłopca wpadł pomysł, żeby pojechać               z rodzicami do Wesołego Miasteczka. Natychmiast oznajmił ten pomysł rodzicom,     na co oni się zgodzili i powiedzieli, że pojadą zaraz po obiedzie. Z każdą chwilą pomysł ten rósł i rósł tak, że po śniadaniu zajmował już prawie całą głowę chłopca. Na żadne inne pomysły nie było już miejsca.

Niestety między drugim śniadaniem a obiadem na niebie pojawiły się ciemne chmury.   Z każdą chwilą przybywało ich coraz więcej i były coraz ciemniejsze. Gdy był już czas na obiad, z chmur zaczął padać gęsty deszcz, a silny wiatr wyginał drzewa                  na wszystkie strony. Rodzice chłopca powiedzieli, że w takim razie niestety nie będą mogli jechać do Wesołego Miasteczka. Gdy tylko chłopiec to usłyszał, bardzo się zdenerwował. Jak to?! Przecież on chciał dziś jechać! Tak miał pomysł!

Mama i tata próbowali zaproponować mu inne pomysły: wspólne gry planszowe, domowe kino z bajkami, pieczenie ciastek. Ale on nadal upierał się, że chce jechać     do Wesołego Miasteczka.

– Nie podobają ci się nasze pomysły? – Pytali rodzice, którzy byli trochę zasmuceni       a trochę zdenerwowani.

– Nie! Nie! Nie! – Upierał się chłopiec. – Już mam swój pomysł z Wesołym Miasteczkiem. Nie chcę innych pomysłów.

I bardzo rozgniewany poszedł do swojego pokoju. Z miną groźną jak u atakującego lwa chłopiec usiadł przy swoim biurku i patrzył, jak za oknem szaleją deszcz i wiatr. Ale ani deszcz ani wiatr nic sobie nie robiły z jego groźnej miny i szalały dalej na całego.         W końcu chłopiec zmęczony i znudzony tym siedzeniem zasnął z głową opartą o biurko.

Gdy tak spał, nagle ze środka jego ucha wygramoliło się coś, co przypominało maleńką żółtą chmurkę. Chmurka podeszła na brzeg biurka, spojrzała w dół i zawołała cichutko:

– Hej, chodźcie już, on śpi!

Wtedy spod biurka wygramoliły się trzy inne chmurki. Każda była w innym kolorze: niebieskim, zielonym i czerwonym. Kiedy już stanęły wszystkie obok siebie, żółta chmurka zapytała?

– To co wskakujecie?

– Wskakujemy! – Odpowiedziały pozostałe chmurki.

I wszystkie trzy podeszły do ucha chłopca, a potem wskoczyły jedna na drugą, tworząc drabinę. Zielona chmurka, która była najwyżej, próbowała teraz wejść do ucha. Niestety w tym momencie czerwona chmura kichnęła i cała drabina się posypała. Chmurki         z łoskotem pospadały z powrotem na biurko. Słysząc ten hałas, chłopiec otworzył oczy i zdziwiony patrzył na te niezwykłe stworki.

– Kim jesteście? – Zapytał.

Chmurki trochę przestraszone nie miały jednak innego wyjścia i musiały przedstawić się chłopcu.

– Jesteśmy pomysłami. – Powiedziała żółta chmurka. – Ja jestem twoim pomysłem, żeby pojechać do Wesołego Miasteczka. A to są pomysły twoich rodziców:

Wspólne granie w gry planszowe – Ukłoniła się niebieska chmurka

Domowe kino z bajkami – Ukłoniła się zielona chmurka

Pieczenie ciastek – Ukłoniła się czerwona chmurka

– Nie chciałeś ich wpuścić do swojej głowy, a bardzo chciały tam wejść i pomóc ci miło spędzić czas z rodzicami, więc próbowały się wdrapać po kryjomu. Nie wyganiaj ich proszę.

Trzy kolorowe chmurki wlepiły w chłopca proszące spojrzenia.

– Ojej, ja, ja… – Wyjąkał chłopiec zakłopotany. – Ja nie wiedziałem, przepraszam, że was nie wpuściłem, wyglądacie bardzo zabawnie.

– A więc, wpuścisz nas? – Zapytały nieśmiało?

– Jeśli nadal chcecie, to wskakujcie.

Chmurki odetchnęły z ulgą i uśmiechnęły się do niego, a potem wskoczyły przez ucho do jego głowy.

A chłopiec także się uśmiechnął się i z głową pełną pomysłów poszedł do swoich rodziców, zastanawiając się, który pomysł ma być pierwszy.

 

Zabawa “Ufoludki”

Zabawa z emocjami 🙂

Dzieci siedzą w kole, jedno z nich będzie ufoludkiem i siada w środku. Mówimy wszyscy razem wierszyk:

Dziś wieczorem, tam na pole (wskazujemy ręką na siedzącego w kole ufoludka)          przyleciało UFO                                                                                                             Wysiadł z niego ufoludek i tak opowiadał…                                                                     Teraz mówi ufoludek:                                                                                                       Na mojej planecie wszystkie ufoludki są bardzo, bardzo radosne.                             Chodźcie ze mną, to wam pokażę.                                                                                   Ufoludek wstaje a razem z nim wstają wszystkie dzieci. Ufoludek pokazuje, jak zachowują się radosne ufoludki, np. śmieje się, podskakuje, tańczy, klaszcze w dłonie. Dzieci naśladują go.                                                                                                             Po krótkiej chwili jedno z dzieci mówi do ufoludka:                                                             Drogi Ufoludku, czas się uspokoić.                                                                                 Ufoludek siada, a razem z nim siadają wszystkie dzieci. Teraz następuje zmiana i inne dziecko może być ufoludkiem. Wierszyk powtarzamy tak samo, ale tym razem Ufoludek mówi, że na jego planecie ufoludki są SMUTNE i pokazuje, jak się zachowują. Dalej znów zmiana ufoludka i możemy przedstawić inne uczucia, ZŁOŚĆ, STRACH, ZAWSTYDZENIE, ZACIEKAWIENIE. Gdy chcemy już zakończyć zabawę to po słowach “Drogi ufoludku czas się uspokoić” dzieci kładą się na dywanie, a nauczyciel podchodzi do każdego odpoczywającego dziecka i głaszcze je po plecach, głowie.  

 

 

Wędrówka humorzastych dinozaurów

N (Nauczyciel) wyjaśnia dzieciom, na czym polega zabawa:

Będziemy dziś dinozaurami. Będziemy wędrować całym stadem w poszukiwaniu nowego domu, ponieważ tam gdzie mieszkaliśmy wcześniej wybuchł wulkan. Po drodze przytrafią nam się różne przygody. Ruszamy…

Dinozaury idą w stadzie       Mówimy powoli, przeciągając słowa. Poruszamy się                                                           wszyscy razem powoli i ciężko jak wielkie dinozaury

Nagle – jeden z nich się kładzie!      Jeden z dinozaurów kładzie się na drodze, reszta                                                                dinozaurów pyta go:

Co się stało nasz kolego?               Dinozaur wstaje i odpowiada:

Tęskno mi do domu mego               N wskazuje dzieciom, że skoro dinozaurowi jest                                                                 smutno z powodu swojej tęsknoty, to mogą go                                                                   pocieszyć, N mówi dalej:

Więc go wszyscy pocieszają                       

i serdecznie przytulają                     dinozaury przytulają swojego przyjaciela

                                                           Teraz stado dinozaurów wędruje dalej, podobnie                                                               jak poprzednio:

Dinozaury idą w stadzie

Nagle – jeden z nich się kładzie!      Tym razem inny dinozaur kładzie się na drodze,                                                                a reszta stada pyta go:

 Co się stało dinku drogi?                Dinozaur wstaje i odpowiada, wskazując ręką                                                                   gdzieś w bok:

Tam! tam stoi mamut srogi!             Dinozaury mówią:

Dinku, dinku nie bój się                                                                                          reszta z nas obroni cię                     Dinozaury zapraszają przyjaciela z powrotem do                                                               stada i  wędrują dalej

Dinozaury idą w stadzie                                                                                          Nagle jeden z nich się kładzie!        Kolejny dinozaur kładzie się na drodze                   I odmawia dalszej drogi                                                                                                  I głos jego bardzo srogi                 Dinozaur siada z boku i mówi głośno:

Dość już tej wędrówki mam!                                                                                    Wolę zostać chwilę sam!                 Nauczyciel wyjaśnia dzieciom, że ten dinozaur się                                                             bardzo zmęczył i przez to jest zły, więc musi                                                                       chwilę odpocząć, a gdy już odpocznie, dołączy z                                                               powrotem do stada.                                                                                                            Tymczasem stado wędruje dalej

Dinozaury idą w stadzie                                                                                              Nagle jeden z nich się kładzie!        Kładzie się kolejny dinozaur                                    I zaczyna śmiać się w głos                                                                                              bo go ktoś pogilgał w nos                                                                                         Całe stado z nim się śmieje                                                                                      Rety! Co się tutaj dzieje!                  Dinozaury chwilę śmieją się razem, później                                                                       wędrują dalej. Dołącza też do nich dinozaur, który                                                             odpoczywał                                                      Dinozaury idą w stadzie                                                                                         Każdy się wygodnie kładzie                                                                                        Bo znalazły nowy dom                                                                                            Teraz sobie smacznie śpią                Dinozaury kładą się i odpoczywają

 

Gdy dinozaury chwilę odpoczną, siadają w kole. W środku koła nauczyciel rozkłada obrazki przedstawiające emocje: radość, złość, smutek, strach. N pyta dzieci, czy pamiętają, dlaczego zatrzymał się pierwszy dinozaur, prosi też o wskazanie obrazka przedstawiającego uczucia tego dinozaura (smutek). N pyta dzieci, jak zachowały się inne dinozaury, następnie rozmawia z dziećmi o tym, jak one mogę pomagać sobie nawzajem, gdy ktoś z nich zatęskni za domem lub z innego powodu jest smutny.

N pyta dzieci, z jakiego powodu zatrzymał się drugi dinozaur i prosi o wskazanie obrazka przedstawiającego uczucia tego dinozaura (strach), jak zachowały się inne dinozaury, jak dzieci mogę pomagać sobie nawzajem, gdy ktoś z nich się boi?

N pyta dzieci, z jakiego powodu zatrzymał się trzeci dinozaur i prosi o wskazanie obrazka przedstawiającego uczucia tego dinozaura (złość). Co było powodem złości dinozaura (zmęczenie długą wędrówką) i w jaki sposób dinozaur poradził sobie z tym uczuciem (postanowił chwilę odpocząć i wrócić do stada). N podkreśla, że dinozaur wybrał taki sposób radzenia sobie ze złością, który nikogo nie krzywdzi, następnie pyta dzieci, z jakiego powodu one się złoszczą i jak mogą sobie poradzić z tym uczuciem.

N pyta dzieci, z jakiego powodu zatrzymał się czwarty dinozaur i prosi o wskazanie obrazka przedstawiającego uczucia tego dinozaura (radość). Czy inne dinozaury potrafiły cieszyć i śmiać się razem z nim? W jaki sposób dzieci mogą sobie nawzajem sprawiać radość?

N podkreśla, że dinozaury były dla siebie życzliwe i pomocne – gdy jednemu z nich przytrafiło się coś przykrego, reszta mu pomagała.