Zając Marcel

Wszystkie zwierzęta w lesie wiedziały, że zając Marcel jest we wszystkim najlepszy. Sowa Ludmiła wiedziała, że jest mądrzejszy od niej i więcej wie. Lis Leopold wiedział, że Marcel jest od niego sprytniejszy i potrafi rozwiązać każdą, nawet najtrudniejszą zagadkę. Królik Bartek wiedział, że Marcel jest od niego szybszy. Wiewiórka Tosia wiedziała, że Marcel ma lepszy wzrok i węch, i zawsze znajduje więcej smakołyków na zimowe zapasy. Po prostu wszystkie zwierzęta w lesie wiedziały, że w żadnej dziedzinie nie mogą się równać z Marcelem. Czasem przychodziły do niego po pomoc lub radę, choć było im przykro, że nie są tak zdolne jak on. Sowa Ludmiła wstydziła się, że Marcel wie więcej od niej, lis Leopold głupio się czuł, gdy nie potrafił rozwiązać zagadki, z którą Marcel świetnie sobie poradził. Królik Bartek był smutny, gdy zawsze w wyścigach przegrywał z Marcelem, a wiewiórka Tosia martwiła się, że nie potrafi zebrać na zimę takich dużych zapasów jak on. Zając Marcel był z siebie bardzo dumny i nie wyobrażał sobie, żeby kiedykolwiek mogło być inaczej. Przyzwyczaił się do tego, że to on jest we wszystkim najlepszy. Gdy zwierzęta przychodziły do niego, zapytać, co oznacza jakieś słowo albo jak się pisze jakiś wyraz, Marcel natychmiast odpowiadał.

Zwierzęta nie wiedziały jednak, jak wiele wysiłku kosztuje Marcela, żeby być najlepszym.  Zdarzało się, że przez chwilę nie mógł on sobie przypomnieć odpowiedzi na jakieś pytanie. Bardzo się wtedy denerwował i martwił, że sowa okaże się mądrzejsza od niego. Myślał więc tak długo i tak mocno, że czasem już bolała go od tego głowa. Marcel martwił się też, gdy dużo czasu zajmowało mu rozwiązanie zagadki. Nie chciał, żeby lis był sprytniejszy od niego. Czasem nawet nie jadł obiadu, tylko siedział i przypominał sobie różne ważne informacje, żeby nie wyleciały mu z głowy. Gdy ścigał się z królikiem i zdarzało się, że królik już tuż tuż go dogania, wytężał wszystkie siły, żeby tylko nie dać się wyścignąć. Później strasznie bolały go łapki, ale nikomu o tym nie mówił. Jeśli Marcel widział, że ma tyle samo smakołyków co wiewiórka, szukał cały dzień i całą noc, żeby znaleźć ich więcej. Wszystko to było bardzo męczące, Marcel cały czas wytężał wszystkie swoje siły, żeby być najlepszym. Czasami po całym pracowitym dniu nie miał już na nic ochoty. Tego zwierzęta nie wiedziały… Marcel zawsze wydawał im się szczęśliwy i pełen energii.

Pewnego dnia, gdy Marcel ścigał się z królikiem Bartkiem był już bardzo zmęczony i nie zauważył wystającego z ziemi korzenia. Potknął się i z wielką siłą uderzył w gruby, potężny pień drzewa. Drzewo zakołysało gałęziami i na głowę Marcela spadło olbrzymie, twarde jabłko, pozostawiając na jego czole dorodnego guza. Marcel leżał chwilę nieruchomo z zamkniętymi oczami. Bartek podbiegł do niego szybko.

–          Marcelu, Marcelu! Wszystko w porządku? – Zapytał Bartek przestraszony.

Zając Marcel powoli otworzył oczy i rozejrzał się dookoła. Głowa bardzo go bolała.

–          Tak Bartku, w porządku, tylko tak jakoś dziwnie się czuję. Nie pamiętam, co się stało.

Królik wezwał na pomoc pozostałe zwierzęta. Sowa poradziła, żeby zaparzyć ziół, które pomogłyby Marcelowi odzyskać siły, zapomniała jednak, jak nazywają się te zioła.

–          Marcelu chodzi mi o tą roślinę z różowymi liśćmi, które pachną tak słodko, jak ona się nazywa? – Zapytała sowa.

Marcel myślał i myślał, ale nie potrafił przypomnieć sobie właściwej odpowiedzi. Bardzo się tym zaniepokoił.

–          Czy to znaczy, że już nie jestem najmądrzejszy? – Pytał wszystkich dookoła.

–          Nie martw się Marcelu. – Powiedziała sowa. – Jesteś bardzo mądry, ale przecież nie musisz wiedzieć wszystkiego. Chodź ze mną do mojej biblioteki, razem poszukamy w książkach właściwej odpowiedzi.

Po krótkich poszukiwaniach Marcel i sowa Ludmiła znaleźli w jednej z książek to, czego szukali.

– Widzisz, wcale nie trzeba wszystkiego pamiętać. – Powiedziała sowa i uśmiechnęła się życzliwie do Marcela. – Ważne, żeby wiedzieć, gdzie szukać informacji.

Sowa bardzo się cieszyła, że tym razem to ona mogła pomóc swojemu znajomemu.

Następnego dnia lis Leopold  przyszedł do Marcela z zagadką, której nie potrafił rozwiązać. Marcel długo główkował, ale nie potrafił znaleźć właściwego rozwiązania. Bardzo się zawstydził z tego powodu. Na szczęście lis pocieszył go.

–          Nie martw się Marcelu, przecież nie zawsze musimy wszystko wiedzieć. Może razem spróbujemy rozwiązać tą zagadkę?

Rzeczywiście wspólnymi siłami Marcel i Leopold rozwiązali łamigłówkę, choć zajęło im to trochę czasu. Lis był bardzo dumny i zadowolony, że udało im się to zrobić.

Zbliżała się zima i wszystkie zwierzęta gromadziły różne zapasy. Marcel przez swój wypadek nie miał głowy do szukania smakołyków. Wiewiórka Tosia, przechodząc obok jego domu, zauważyła, że niewiele ich zgromadził.

–          Marcelu, może w tym roku podzielę się z tobą swoimi zapasami na zimę? – Zapytała wiewiórka. – Mam ich całkiem sporo. A w przyszłym roku,  jeśli uzbierasz więcej, to wtedy ty podzielisz się ze mną.

Marcel poczuł się zawstydzony tą sytuacją, choć z drugiej strony wydało mu się przyjemne, że ktoś się o niego troszczy.

Marcel nie był już najlepszy we wszystkim. Na początku bardzo się tego wstydził i martwił się, co będą o nim myśleć inni. Ale poczuł się lepiej, widząc że przyjaciele wcale się z niego nie śmieją i bardzo chcą mu pomóc. Wydawało mu się, że lubią go nawet bardziej niż kiedyś. I rzeczywiście zwierzęta czuły się teraz lepiej w towarzystwie Marcela i nie wstydziły się przychodzić do niego po pomoc, bo same również mu pomagały. Były też bardzo dumne i szczęśliwe, że czasami każde z nich odnosi sukcesy.

Gdy Marcel odzyskał siły, razem z królikiem postanowili się ścigać. Okazało się, że w wyścigach Marcel nadal jest bardzo dobry, choć już nie zawsze wygrywa. Nauczył się gratulować wygranej królikowi i cieszyć razem z nim. Choć było to dla niego trudne, nauczył się prosić o pomoc sowę i lisa, gdy czegoś nie wiedział. Był też bardzo wdzięczny wiewiórce, że podzieliła się z nim swoimi zapasami. Potrzebował trochę czasu, żeby przyzwyczaić się do tej nowej sytuacji, ale czuł się teraz o wiele lepiej, bo nie musiał już tak bardzo się męczyć, żeby być najlepszym. Zrozumiał, że ważniejsze jest, żeby być szczęśliwym i mieć wokół siebie przyjaciół.

 

 

Samotny chłopiec

W małym miasteczku z małymi domkami i wąskimi uliczkami mieszkał mały chłopiec. Miasteczko miało niewielu mieszkańców i wszyscy oni się znali. Każdy znał chłopca i chłopiec też znał każdego. Ponieważ tak było, chłopiec wiedział o czymś, co było dla niego bardzo smutne. Wiedział, że nie ma żadnego przyjaciela. Dlatego od tej pory będziemy go nazywać „Samotny”.

Samotny był cichym i spokojnym chłopcem, który mało mówił. Inni chłopcy, którzy lubili hałas, nie chcieli się z nim przyjaźnić. Dziewczynki miały swoje lalki i zapraszały się na zabawy, a wtedy dużo i głośno rozmawiały, więc również nie chciały się z nim przyjaźnić. Dorośli za to chwalili Samotnego. Mówili: „Jaki on grzeczny, taki cichy i spokojny” i cieszyli się, że Samotny tak pięknie sam się bawi, bo wtedy mieli czas na swoje dorosłe sprawy. Tylko czasem martwili się: „Co to będzie, gdy on pójdzie do szkoły i nie będzie nic mówił, jak on sobie poradzi?”. Samotny pytał czasem swoją mamę:

– Mamo, czy myślisz, że można mnie polubić?

– Oczywiście, że można. – Odpowiadała mama.

Ale Samotny czuł, że mama mówi tak tylko po to, żeby go pocieszyć. Samotny włóczył się więc po małym miasteczku, wśród wąskich uliczek i małych domków, mijał mieszkańców cichutko bez słowa, przemykał jak niewidzialny cień, więc zazwyczaj nie zwracali na niego uwagi. Czasem wędrował aż do lasu na skraju małego miasteczka. Wtedy siadał pod drzewem i słuchał. A ponieważ, jak już wiecie, Samotny był cichy i spokojny, to naprawdę potrafił słuchać. I pewnego dnia, gdy był w lesie, usłyszał cichutkie piszczenie, gdzieś w krzakach. Samotny lubił czytać opowieści o leśnych skrzatach, pomyślał więc, że może to jeden z takich skrzatów schował się gdzieś tutaj. Rozglądał się uważnie dokoła, aż odnalazł skulone pod drzewem piszczące stworzonko. Ale nie był to wcale skrzat leśny… był to pies. W dodatku wyglądał bardzo mizernie, leżał z podkulonym ogonem i oklapniętymi uszami, które przysłaniały jego wielkie, smutne oczy. Samotny podszedł do niego powoli, żeby go nie wystraszyć, a potem pogłaskał delikatnie jego kosmatą głowę i grzbiet. Pies zamerdał nieśmiało ogonem i spojrzał smutnymi oczyma na Samotnego. I gdy tak patrzyli na siebie, chłopiec i pies, każdy z nich już wiedział, że z ich spotkania wyniknie coś niezwykłego.

Niestety pies miał złamaną łapę. Samotny wziął go ostrożnie na ręce i zabrał do swojego domu. Tam zebrali się wszyscy dorośli, czyli mama, tata, babcia i dziadek, żeby zdecydować, czy pies może z nimi zamieszkać. Podczas, gdy oni głośno rozmawiali, Samotny i pies siedzieli cichutko obok siebie i czekali cierpliwie z poważnymi minami, czując, że właśnie ważą się ich losy. W końcu zdecydowano: Pies może zostać! Dostał nawet własną miskę i wygodne, ciepłe posłanie oraz coś, co dla każdego psa jest bardzo ważne… dostał własne imię. Samotny nazwał go „Skrzat”.

Skrzata trzeba było zabrać do weterynarza i zająć się jego złamaną łapą. Samotny oddał mu swoją ulubioną, niebieską poduszkę, żeby Skrzatowi było wygodnie i żeby nie cierpiał tak bardzo z powodu złamania. Mama i tata powtarzali i przypominali Samotnemu, że będzie miał teraz sporo obowiązków, bo Skrzata trzeba karmić, wyprowadzać na spacer kilka razy dziennie, czasem wykąpać i zabierać do weterynarza i Samotny wszystko to robił. Wstawał wcześnie rano, a gdy tylko otwierał oczy, widział merdający ogon i wpatrzone w niego oczy, które już nie były smutne. Tak, Samotny miał teraz więcej obowiązków, ale w zamian za to dostał od Skrzata coś bardzo cennego: nie był już sam i coraz częściej się uśmiechał. Dlatego od tej pory będziemy chłopca nazywać „Szczęśliwy”.

Szczęśliwy i Skrzat włóczyli się teraz razem po małym miasteczku, wśród wąskich uliczek i małych domków, i często wędrowali aż do lasu na skraju małego miasteczka. Wtedy siadali pod drzewem i słuchali leśnych odgłosów. Szczęśliwy opowiadał Skrzatowi historie, które znał, Skrzat kładł się wtedy obok niego i merdał od czasu do czasu ogonem.

Zimą Szczęśliwy bardzo się rozchorował, miał wysoką gorączkę i musiał leżeć w łóżku przez kilka dni. Skrzat był wtedy bardzo smutny. Przez cały czas leżał tuż przy łóżku Szczęśliwego, zakrywając smutne oczy uszami. Przytargał też w zębach niebieską poduszkę, czuł, że teraz przyda się ona Szczęśliwemu, tak jak kiedyś przydała się jemu. Gdy Szczęśliwy poczuł się lepiej, mama usiadła przy nim i powiedziała:

– Wiesz, psy to mądre stworzenia, a Skrzat bardzo cię lubi, cały czas się tobą opiekował. Jeśli on cię lubi, to na pewno każdy może cię polubić.

Szczęśliwy przyznał tym razem, że mama może mieć rację. Coraz więcej rozmawiał też ze Skrzatem. Opowiadał mu nowe historie, a ponieważ umiał słuchać, to wiedział, że Skrzat również opowiada mu różne rzeczy, szczekając, piszcząc, merdając ogonem albo podając łapę. Szczęśliwy opowiadał też Skrzatowi o tym, co myśli, co mu się śniło, co lubi a czego nie. I gdy tak chodzili razem po ulicach małego miasteczka, mieszkańcy przystawali zdumieni, słysząc Szczęśliwego. „Czy to ten sam chłopiec, który tak niewiele mówił?”, pytali. Również chłopcy i dziewczynki z małego miasteczka patrzyli na nich z zaciekawieniem, a czasem pytali, czy mogą pogłaskać Skrzata.

Nadszedł w końcu czas, gdy Szczęśliwy po raz pierwszy poszedł do szkoły. Wszyscy dorośli z jego domu, czyli mama, tata, babcia i dziadek czekali niecierpliwie na jego powrót, zastanawiając się, jak sobie poradzi. Tymczasem w szkole Pani poprosiła, by każde dziecko powiedziało coś o sobie. Szczęśliwy zastanawiał się, co mógłby powiedzieć, co byłoby ciekawe… tak, już wiedział. Gdy nadeszła jego kolej, opowiedział o swoim przyjacielu Skrzacie, o tym jak go spotkał i się nim zaopiekował. Zupełnie nie wiedział jak, ale słowa jakoś same płynęły mu do głowy. O Skrzacie mógł mówić bardzo długo, a dzieci słuchały go z zaciekawieniem. Pierwszy dzień w szkole minął więc całkiem przyjemnie. Kolejne dni też były w porządku.

Dzięki swojemu przyjacielowi Szczęśliwy wiedział, że inni mogą go polubić, zaczął więc częściej rozmawiać z chłopcami i dziewczynkami i chętnie opowiadał, gdy pytali go o Skrzata. On także pytał, co u nich słychać i słuchał ich z zaciekawieniem. A gdy wracał do domu, jego przyjaciel zawsze na niego czekał, radośnie merdając ogonem.

 

 

Spadająca Gwiazda

Patrzyłeś kiedyś nocą na niebo pełne gwiazd? Jeśli tak, to powiem Ci coś w sekrecie. To wyjątkowo ważny sekret, dlatego nadstaw tu swoje uszko i posłuchaj uważnie …

Gwiazdy żyją tak samo jak ludzie! Ciiii. Pamiętaj, że to sekret. A teraz słuchaj dalej…

Wysoko na niebie znajduje się olbrzymie królestwo. Królestwo Gwiazd zwane Gwiazdogrodem. Panuje w nim dostojny i potężny Król Księżyc, a wokół niego gromadzą się wszyscy mieszkańcy Gwiazdogrodu, jego wierni poddani, Gwiazdy. Gwiazdogrodu strzegą pierzaste obłoki, a częstym gościem jest tutaj Podniebny Wiatr, który wie o wszystkim, co się tam dzieje i zna dokładnie każdy zakamarek tego królestwa.

Muszę ci wyjaśnić, że gdy ty wieczorem zasypiasz, to gwiazdy zaczynają właśnie swój dzień. Król Księżyc rozpoczyna przechadzkę po swoim królestwie, odwiedza poddanych, rozmawia z nimi, pyta, co słychać. Gwiazdy spotykają się ze sobą, razem pracują i bawią się, a ich srebrzysty blask dociera do nas na Ziemię. A gdy już Król Księżyc zmęczy się tą wędrówką, wraca na swoje miękkie posłanie z chmur, by odpocząć po pracowitym dniu. Wszystkie gwiazdy powoli także wracają na swoje posłania, ich blask cichnie, przygasa, a one zapadają w głęboki i spokojny sen. Wtedy w sąsiednim Królestwie, Król Słońce budzi się, by zasiąść na tronie z błękitnych obłoków. Wtedy także ty budzisz się ze swojego snu.

Gwiazdy zamieszkujące Gwiazdogród są wyjątkowo piękne i zachwycające. Wśród tylu wspaniałych istot zdarzało się kiedyś wiele kłótni o to, która z nich jest najpiękniejsza, która świeci najjaśniej, która jest najbardziej lubiana przez Króla. Na szczęście jest coś, co pomogło im załagodzić spory i żyć w zgodzie. Przekonała się o tym pewna mała gwiazdka o imieniu Iskierka. Posłuchaj więc, jak to było…

 

Iskierka pierwszy raz zamigotała na niebie wraz z przyjściem wiosny i jak to zwykle bywa z małymi gwiazdkami, świeciła bardzo delikatnym światłem. Z podziwem patrzyła na duże gwiazdy, które błyszczały mocno, jasno i srebrzyście. Szczególnie z zachwytem spoglądała na Księżyc. Ogromny, błyszczący przepięknym jasnym blaskiem.

– Mamo, czy ja też będę kiedyś tak pięknie świecić? – Pytała gwiazdka swoją mamę.

– Oczywiście, że będziesz pięknie świecić. Tak pięknie jak wszystkie gwiazdy. – Odpowiadała jej mama.

– Kiedy mamo?

– Gdy dorośniesz kochanie.

Iskierka wzdychała wtedy cichutko i kładła się spać z nadzieją, że gdy się zbudzi, będzie już bardziej dorosła.

Czas płynął i choć każdego dnia Iskierka świeciła odrobinę jaśniej, to wciąż czuła, że daleko jej jeszcze do innych gwiazd. Pewnego wieczoru mała gwiazdka powiedziała do swojej mamy:

– Wiesz mamo, ja chcę świecić tak pięknie jak Księżyc, najpiękniej ze wszystkich gwiazd!

Mama gwiazda popatrzyła zatroskana na swoją córeczkę.

– Moja maleńka, w życiu nie jest najważniejsze, żeby być lepszym od innych. Są inne o wiele ważniejsze rzeczy.

– Jakie? – Pytała gwiazdka, wpatrując się w mamę z zaciekawieniem.

– Może wkrótce się tego dowiesz. – Odpowiedziała mama tajemniczo i pocałowała gwiazdkę w czoło. Iskierka próbowała jeszcze się sprzeciwić i już otwierała buzię, żeby coś powiedzieć, ale mama przerwała jej.

– Szaaa! Cicho już kochanie moje. Zaraz wzejdzie Słońce, a to znaczy, że czas spać.

Tej nocy mała gwiazdka czuła się bardzo obrażona i trochę zmartwiona. Leżąc w swoim łóżku, wierciła się i przewracała z boku na bok. Gdy już w końcu z wielkim trudem zasnęła, śniła o tym, że jest Księżycem, a wszystkie gwiazdy gromadzą się wokół niej i podziwiają jej blask. Rankiem Iskierka zbudziła się i spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Jej srebrzysta poświata wciąż była bardzo delikatna i ulotna. Iskierka westchnęła smutno. “To był tyko sen”, pomyślała.

Jak co rano gwiazdy gromadziły się na Wspólnym Tańcu Gwiazd. U nas oczywiście zaczyna się wtedy noc. W czasie Tańca Gwiazd wszystkie gwiazdy poruszają sie w rytm muzyki granej przez Podniebny Wiatr. Ludzie na Ziemi mówią wtedy do siebie: “Jak pięknie migocą dziś gwiazdy!“. Czasami Wiatr gra spokojne melodie, wtedy gwiazdy kołyszą się delikatnie i powoli. Czasem jednak pieśń Wiatru jest głośna i szybka, a gwiazdy pląsają jak szalone, aż dookoła sypie się srebrzysty pył i powoli jak delikatna mgiełka opada w dół ku ziemi.

Iskierka wciąż jeszcze trochę obrażona, nie chciała tym razem dołączyć do Wspólnego Tańca Gwiazd. Stanęła samotnie z boku i patrzyła jak pozostałe gwiazdy tańczą, trzymając się za ręce. Wyglądały pięknie. W samym środku kręgu, który utworzyły, siedział na swym tronie dostojny Król Księżyc. Mała gwiazdka z zachwytem i z zazdrością wpatrywała się w jego jasną poświatę. I gdy tak stała zauroczona,  poczuła nagle, że ktoś szturchnął ją ramieniem.

– O, przepraszam cię bardzo. – Powiedziała do niej gwiazda o imieniu Penelopa. – Nie zauważyłam cię, jakoś blado dziś wyglądasz. Czy dobrze się czujesz? Może powinnaś odpocząć troszeczkę.

– Daj mi spokój! – Odburknęła jej Iskierka i jeszcze bardziej obrażona schowała się za najbliższą chmurę i zaczęła ze złości skubać ją palcami.

– Co robisz?! – Wykrzyknęła oburzona chmura.

Gwiazdka wystraszyła się i już miała przeprosić, gdy nagle chmura dmuchnęła mocno w jej stronę. Podmuch Podniebnego Wiatru zakołysał ją w powietrzu a potem Fruuuuu!

Nim Iskierka zdążyła cokolwiek powiedzieć, leciała już w dół. Spadała szybko, wirując wokół własnej osi i rozrzucając dookoła srebrny pył. Gwiazdogród oddalał się i malał, aż zniknął jej z oczu. Przerażona próbowała chwycić się czegoś po drodze, ale czego można się chwycić, spadając z nieba? Zamknęła oczy i krzyczała głośno AAAAAAAAAA!!! W końcu wylądowała. Pod sobą poczuła coś kłującego. Powoli otworzyła jedno oko, a potem drugie. Rozejrzała się dookoła. Siedziała na jakimś ogromnym, zielonym, kłującym dywanie, który całkiem przyjemnie pachniał. W oddali usłyszała szum, wstała więc i poszła w tamtym kierunku. Po krótkim marszu zobaczyła przed sobą szeroką, niebieską wstęgę, która wiła się, przecinając zielony dywan. Mała gwiazdka dopiero po chwili rozpoznała, że ta wstęga to rzeka a dywan to trawa. Przecież widziała te rzeczy często, gdy wisiała sobie na niebie wśród innych gwiazd. A więc wylądowała na Ziemi. Spojrzała w górę. Niebo zostało wysoko nad nią. Podskoczyła, chcąc go dosięgnąć, ale było za wysoko. “Co tu robić, co tu robić?”, zastanawiała się wystraszona Iskierka, rozglądając się dookoła.

-O! – Wykrzyknęła nagle i pobiegła przed siebie.

Wśród zielonej trawy rosło ogromne i potężne drzewo. Gwiazdka, sapiąc i dysząc z wysiłku, wdrapała się na jego czubek i wyciągnęła swoje ramię w górę. I choć wspinała się na palcach najwyżej jak mogła, i wyciągała paluszki swojej dłoni najdalej jak potrafiła, to wciąż nie mogła dosięgnąć nieba. W końcu zmęczona i zrezygnowana sturlała się z powrotem z dół.

Iskierka słyszała od swojej mamy historie o gwiazdach, które spadły na ziemię i już nie wróciły. Mama nigdy jednak nie mówiła jej, co się z nimi stało. Chciała być dzielną gwiazdą, więc powstrzymała płynące do oczu łzy. “Może już nigdy nie wrócę do domu”. – Pomyślała. “Już nigdy nie zobaczę mamy, innych gwiazd i Księżyca”. I przez te myśli zrobiło jej się tak smutno, że już nie chciała być dzielna, tylko pozwoliła łzom wypłynąć z oczu na policzki. Gdy tak sobie cichutko chlipała, jej uwagę przyciągnęła jakaś czarna plama, która poruszała się po trawie w jej kierunku. Gwiazdka otarła łzy i spojrzała na tą dziwną plamę. Kiedy jej się przyjrzała, zobaczyła mnóstwo maleńkich, ruchomych kropeczek. To były mrówki. Wszystkie one wyglądały tak samo i poruszały się w ten sam sposób. Iskierka pomyślała wtedy o gwiazdach w Gwiazdogrodzie. One też wszystkie są do siebie bardzo podobne. A potem Iskierka spojrzała znów w niebo i pomyślała o czymś jeszcze. “Tam byłam tylko jedną z milionów gwiazd, a tu będę jedyna na całej Ziemi”. Ta myśl sprawiła, że Iskierka uśmiechnęła się, a nawet zaczęła sobie wyobrażać, jak zakłada własne królestwo i zostaje Księżycem. Siedziała na trawie zamyślona i rozmarzona, gdy nagle poczuła, że ktoś jej się przygląda.

Spadające gwiazdy to bardzo interesujące zjawisko dla ludzi mieszkających na Ziemi. Wierzą oni, że takie gwiazdy spełniają życzenia. Naszą spadającą gwiazdkę zobaczył pewien człowiek… był to biznesmen. Był on ubrany w ciemny garnitur, koszulę i krawat, w jednej ręce trzymał telefon, w drugiej teczkę z dokumentami. Zazwyczaj biznesmen nie chodził po łące, ale siedział za swoim biurkiem w wielkim szklanym budynku albo jeździł ogromnym samochodem po ruchliwych ulicach. Dziś jednak lekarz kazał mu pójść w spokojne miejsce i odpocząć, bo biznesmen był już bardzo zmęczony swoją pracą. Chudy pan posłuchał doktora, ale na łące wcale mu się nie podobało i już miał sobie pójść z powrotem do swojego szklanego budynku, gdy nagle zauważył spadającą gwiazdę. Uznał, że przyniesie mu ona szczęście i szybko pobiegł w jej kierunku. Teraz stał i patrzył na nią z zaciekawieniem, a ona patrzyła na niego.

Biznesmen był człowiekiem, który lubił pieniądze i wiedział, jak je zarabiać. Pomyślał, że dzięki tej gwiazdce może w przyszłości stać się bardzo bogaty, odezwał się więc do niej.

– Dzień dobry gwiazdko, co tu robisz?

Iskierka wiedziała, że jest to człowiek, mieszkaniec Ziemi, bo obserwowała często ludzi, bujając się na obłokach w Gwiazdogrodzie. Ale tam z wysoka wydawali jej się oni maleńcy, a ten człowiek był dużo większy od niej. Gwiazdka pierwszy raz widziała człowieka z tak bliska, dlatego przez chwilę przyglądała mu się z zaciekawieniem. Zastanawiała się też, co odpowiedzieć na jego pytanie, gdy nagle przyszedł jej do głowy wspaniały pomysł.

– Dzień dobry. Nie jestem zwykłą gwiazdą – Odpowiedziała Iskierka – Na razie jestem jeszcze mała i świecę leciutko, ale gdy podrosnę, będę najjaśniejszą ze wszystkich gwiazd, a wkrótce potem zostanę Księżycem. Przybyłam, żeby założyć tu swoje królestwo i szukam poddanych, którzy będą mogli podziwiać mój blask.

Biznesmen, który miał nosa do interesów, już zastanawiał się, jak wykorzystać taką okazję. “Najjaśniejsza z gwiazd, ho ho ho, może być warta miliony” – Myślał sobie. – “Muszę ją tu jakoś zatrzymać“.

– Jeśli chcesz mieć królestwo, to potrzebujesz pieniędzy. – Powiedział, uśmiechając się szeroko. – Ja mam dużo pieniędzy i mogę ci je dać, pozwól mi więc dołączyć do ciebie.

Ooo” – Pomyślała gwiazdka – „Więc nie tylko znajdę tu poddanych, ale też mogę dostać od nich podarunki, wspaniale!”.

Gwiazdka zgodziła się więc, by biznesmen został pierwszym poddanym i mieszkańcem jej królestwa.

– Potrzebuję wspaniałego i ogromnego pałacu. – Powiedziała gwiazdka. – Czy wiesz, gdzie taki znajdę?

– Nie, ale wiem, kto może taki pałac zbudować. Zaprowadzę cię do niego. – Odpowiedział biznesman.

Iskierka poszła więc za swoim poddanym i nawet nie zwróciła uwagi na to, że jest coraz mniej przestraszona i smutna z powodu zgubienia się a coraz bardziej podekscytowana myślą o nowej przygodzie. Biznesmen zaprowadził ją do innego człowieka. Był to budowniczy. Najpierw biznesmen wyjaśnił mu coś szeptem na osobności, wymachiwał przy tym rękoma i uśmiechał się szeroko. Później budowniczy podszedł do gwiazdki i przedstawił się grzecznie. Gwiazdka także mu się przedstawiła i zaproponowała, by do nich dołączył, zapytała też, co może jej podarować.

– Jestem bardzo pracowity i niezwykle utalentowany, potrafię zbudować wszystko, co zechcesz, wybuduję ci więc wspaniały pałac.

Gwiazdka ucieszyła się bardzo.

– Jesteście teraz moimi poddanymi, obiecuję, że będę was wspaniale traktować i będę dla was przepięknie świecić. Ale teraz musimy znaleźć jeszcze innych poddanych, którzy razem z wami będą mogli podziwiać mój blask, gdy już zostanę Księżycem.

We trójkę ruszyli więc przed siebie, a każde z nich po cichu miało nadzieję, że wkrótce spełni swoje marzenia. Po krótkiej wędrówce dotarli do miasta i skręcili w wąską, cichą uliczkę, gdzie znajdował się sklep z zabawkami. Przez wystawową szybę zauważył ich kolorowy pajac. Zaciekawiony wybiegł ze sklepu, dzwoniąc dzwoneczkami przymocowanymi do czapki. Gwiazdka, słysząc go, odwróciła się. Ten dźwięk przypominał jej muzykę graną przez Podniebny Wiatr w czasie Wspólnego Tańca Gwiazd. Pajac spodobał jej się, dlatego przedstawiła mu się grzecznie i zaproponowała, by do nich dołączył. Pajacowi znudziło się już sterczenie na wystawie sklepu, gdzie był tylko zwyczajną zabawką. Pomyślał, że dzięki znajomości ze spadającą gwiazdą stanie się najcenniejszą zabawką w całym sklepie. Chętnie przyjął więc jej propozycję.

– Czy możesz mi coś podarować jako mój nowy poddany? – Zapytała Gwiazdka.

Pajac zastanowił się przez chwilę.

– Jestem bardzo zabawny. Mogę zapewniać ci rozrywkę i rozśmieszać cię, kiedy tylko zechcesz. Każdy prawdziwy król ma kogoś takiego jak ja na swoim dworze.

Gwiazdce bardzo spodobało się to, co powiedział pajac i chętnie przyjęła go do swojego królewskiego orszaku. Razem poszli dalej, szukać kolejnych poddanych. Wkrótce zostawili za sobą miasto i znaleźli się na piaszczystej ścieżce, wokół nich rozpościerały się łąki i stawy. Znad wody  rozlegały się dźwięki, które Iskierce bardzo się spodobały. Dziwna muzyka, którą teraz słyszeli  przypominała jej migotanie gwiazd.

– To świerszcze. – Wyjaśnił jej budowniczy. – Pewnie urządzają sobie koncert przy stawie.         Gwiazdka nigdy wcześniej nie widziała tych zielonych stworzonek. Pewnie dlatego, że były takie małe i nie mogła ich dostrzec z wysoka. Jeden ze świerszczy zauważył ich i zaciekawiony podszedł bliżej. Iskierka także przyjrzała mu się z ciekawością i pomyślała, że jest chyba najmniejszy ze wszystkich świerszczy, choć nie była tego pewna, bo one wszystkie wydały jej się takie same. Jednak oczarowana piękną muzyką postanowiła, że się przedstawi i zaproponuje, by do niej dołączył.

– Co możesz mi podarować, jeśli pozwolę ci do nas dołączyć? – Zapytała go na koniec.

Świerszcz słuchał jej z ogromnym zainteresowaniem. On urodził się i mieszkał wśród innych podobnych do niego świerszczy a ona wśród innych gwiazd. “Teraz, gdy zgubiła swój dom, musi być bardzo smutna i samotna z tego powodu” – Pomyślał.

– Mogę zostać twoim przyjacielem. – Powiedział z uśmiechem świerszcz.

– Przyjacielem? Kto to taki? – Zapytała gwiazdka.

– To ktoś, kto jest przy tobie, gdy tego potrzebujesz i dla kogo jesteś kimś bardzo ważnym. – Wyjaśnił świerszcz.

– Kimś bardzo ważnym. – Powtórzyła gwiazdka i spodobały jej się te słowa. Chciała być kimś ważnym.

– Jak masz na imię? – Zapytała go Iskierka.

– Mówią na mnie Grajek.

I tak świerszcz Grajek został kolejnym mieszkańcem Królestwa małej gwiazdki.

Biznesmen tak jak obiecał, dał pieniądze, a budowniczy zbudował za nie pałac. Tak na prawdę był to tylko mały domek, ale dla maleńkiej gwiazdki wydawał się on ogromnym pałacem. Każdego wieczora pajac zapewniał wszystkim rozrywkę, rozbawiając ich różnymi dowcipami. Wszyscy troje codziennie obsypywali gwiazdkę komplementami, żeby świeciła jeszcze jaśniej i jaśniej. Po cichu myśleli, że wtedy będzie jeszcze cenniejsza. Tylko świerszcz zachowywał się inaczej. Nie prawił Iskierce komplementów, lecz każdego dnia po prostu towarzyszył jej, opowiadał o swoich braciach i siostrach, z zaciekawieniem słuchał też jej opowieści o Gwiazdogrodzie. Gwiazdka lubiła z nim rozmawiać, z czasem jednak zaczęła się zastanawiać, dlaczego nie zachwyca się nią tak jak inni jej poddani.

Pewnego wieczoru, gdy Iskierka spała już smacznie, Grajek wybrał się na spacer wokół pałacu. Dookoła panowała już ciemność, a w oddali jego kuzynki, żaby, rozpoczynały swój koncert. Świerszcz nucił sobie wraz z nimi wesołą melodię, gdy nagle zobaczył biznesmena i budowniczego, którzy schowani za drzewami, rozmawiali ze sobą. Wyglądali tak, jakby nie chcieli, by ktokolwiek ich zobaczył. Świerszcz, przeczuwając coś niedobrego, podkradł się bliżej, by podsłuchać, o czym mówią.

– Już wkrótce nasza gwiazda będzie wystarczająco piękna i zachwycająca, zauważyłeś, że świeci coraz jaśniej? – Szeptał biznesmen do budowniczego.

– Tak zauważyłem, mam już klatkę, w której ją zamkniemy. – Odpowiedział budowniczy.

– Doskonale. Za kilka dni będziemy mogli sprzedawać ludziom bilety, by mogli przyjść i ją oglądać. Wkrótce będziemy bardzo bogaci. – Powiedział biznesmen, zacierając ręce.

– Tak, ale najpierw zmusimy ją, żeby spełniła nasze życzenia. – Wyszeptał budowniczy.

Świerszcz zaniepokoił się bardzo tym, co usłyszał i natychmiast poszedł do pajaca, powiedzieć mu, że trzeba ratować ich przyjaciółkę. Jakże się jednak zdziwił, gdy pajac odmówił mu pomocy.

– Też powinieneś pomyśleć nad jakimś życzeniem. – Powiedział  do niego pajac. – Ja poproszę ją, żeby uczyniła mnie najpiękniejszą zabawką w całym sklepie, żeby wszystkie dzieci chciały mnie kupić.

Potem rozmarzony pajac zasnął spokojnie. Świerszcz wiedział, że nie ma czasu do stracenia. Cichutko, tak żeby nikt go nie usłyszał, poszedł do małej gwiazdki i obudził ją. Szeptem opowiedział jej, co usłyszał. Chciał natychmiast wziąć ją za rękę i zaprowadzić w jakieś bezpieczne miejsce, ale gwiazdka tylko patrzyła na niego podejrzliwie. Nie mogła i nie chciała uwierzyć w to, co mówił. Przecież to jej poddani, którzy ją podziwiają i mówią codziennie, jaka jest piękna. Grajek nigdy nie był dla niej tak miły jak oni.

– Kłamiesz, nie wierzę ci. – Powiedziała z obrażoną miną. – Po prostu mi zazdrościsz, że jestem najjaśniejszą z gwiazd, a ty jesteś tylko zwykłym, małym, zielonym świerszczem. Nigdzie z tobą nie pójdę.

Teraz Grajek także nie mógł uwierzyć w to, co słyszy. Otworzył szeroko usta, chcąc coś powiedzieć, ale zupełnie zabrakło mu słów. Jego wesołe wcześniej oczy były teraz smutne i wystraszone jednocześnie. Postanowił jednak jeszcze raz spróbować przekonać gwiazdkę.

– Proszę Iskierko, uwierz mi i chodź ze mną szybko!

Gwiazdka jednak pokręciła głową i nie patrząc już na niego, powiedziała:

– Myślałam, że chcesz być moim przyjacielem, a ty jesteś tylko zazdrośnikiem. Odejdź Grajku, nie chcę cię już w moim królestwie.

Na te słowa do oczu świerszcza napłynęły łzy. Nic więcej nie mógł jednak zrobić. Opuścił głowę i odwrócił się, a potem powoli odszedł w ciemną noc.

Iskierka chwilę jeszcze siedziała z obrażoną miną, skubiąc rogi swojej poduszki. Po chwili spojrzała w kierunku, gdzie zniknął świerszcz i poczuła się nagle okropnie smutna i samotna. Zerwała się ze swojego posłania i zawołała za nim “Grajku“, ale nikt jej nie odpowiedział, świerszcz był już daleko stąd.

Jej sen był tej nocy bardzo niespokojny. Śniła o tym, że znów jest w Gwiazdogrodzie, lecz na tronie z obłoków zamiast Króla Księżyca zasiadał Grajek i nakazał wygnać ją z królestwa. Rankiem zaniepokojona poszła natychmiast do swoich poddanych, którzy jak zwykle zaczęli obsypywać ją komplementami.

– Jak pięknie dziś wyglądasz gwiazdko!

– Twój blask jest coraz jaśniejszy.

– Cóż za piękna poświata roztacza się wokół ciebie!

Dziś jednak komplementy jej nie cieszyły. Pomyślała, że nikt poza świerszczem nigdy z nią nie rozmawiał, nie pytał, jak się czuje i co u niej słychać. Biznesmen miał pieniądze na wszystko, czego sobie zażyczyła, budowniczy był bardzo pracowity i potrafił zrobić dla niej piękne przedmioty, pajac tryskał poczuciem humoru, ale mimo to czuła się teraz bardzo samotna i tęskniła za Grajkiem.

Biznesmen i budowniczy zauważyli, że gwiazdka zachowuje się inaczej niż zwykle.

– Ona chyba się czegoś domyśla. – Powiedział szeptem biznesmen do budowniczego. – Dziś wieczorem musimy zamknąć ją do klatki, żeby nam nie uciekła.

Tak też zrobili. Gdy Iskierka zasnęła, po cichutku zakradli sie do jej pokoju i szybkim, zwinnym ruchem wrzucili maleńką gwiazdkę do klatki. Na próżno płakała i prosiła, by ją wypuścili, na próżno też wołała pajaca na pomoc. Biznesmen i budowniczy zostawili ją w klatce zamkniętej na kłódkę, a tymczasem sami poszli załatwiać swoje sprawy. Siedziała więc, chlipiąc cichutko i zastanawiając się, co się z nią stanie. Pomyślała o świerszczu, który chciał jej pomóc, który naprawdę był jej przyjacielem. Przypomniała też sobie słowa swojej mamy, która mówiła jej, że w życiu są ważniejsze rzeczy niż bycie lepszym od innych. Teraz gwiazdka już wiedziała, że mama mówiła o przyjaźni. Gdy tak rozmyślała, usłyszała nagle jakiś szelest. Wystraszona rozejrzała się dookoła. Ktoś zbliżał się do niej w ciemności.

– Psst, cicho, to ja.

Przez metalowe pręty klatki Iskierka rozpoznała świerszcza. Grajek szybko i zręcznie otworzył kłódkę małym kluczykiem i pomógł jej wyjść na zewnątrz, a potem wziął ją za rękę i wśród ciemnej i cichej nocy poprowadził przez łąkę. Gdy byli już wystarczająco daleko, tak żeby biznesmen, budowniczy i pajac nie mogli ich odnaleźć, zatrzymali się. Zmęczona gwiazdka usiadła na trawie i spojrzała w niebo. Obok niej usiadł świerszcz i patrzył w tym samym kierunku. Gwiazdka nie miała odwagi, żeby spojrzeć na niego i tylko cichutko powiedziała:

– Grajku, tak bardzo cię przepraszam…

– Już dobrze Iskierko. – Odpowiedział jej. – Wiedziałem, że wcale tak nie myślisz, w końcu jesteś moją przyjaciółką. I dlatego po ciebie wróciłem. Podejrzałem, gdzie budowniczy trzyma klucz i wykradłem go.

Przez chwilę oboje siedzieli cichutko bez słowa, a potem świerszcz znów się odezwał.

– Jak pięknie migocą te wszystkie gwiazdy.

– Tańczą wspólny taniec gwiazd. – Wyjaśniła Iskierka. – Ja też kiedyś z nimi tańczyłam, ale zawsze chciałam tańczyć najpiękniej, a teraz jestem tu sama bez nich.

Choć chciała być bardzo dzielna, w jej oczach pojawiły się łzy. Grajek przysunął się bliżej.

– Posłuchaj Iskierko, tam przy stawie mieszkają moi przyjaciele, świerszcze. Słyszysz, jak pięknie śpiewają? Teraz ty także jesteś moim przyjacielem, dlatego poproszę ich, żeby zaśpiewali dla ciebie.

Piękna, cykająca muzyka świerszczy sprawiła, że gwiazdka zapomniała o troskach i problemach, poczuła się bezpiecznie i spokojnie, jakby kołysał ją Podniebny Wiatr.

– Zostań z nami. – Poprosiły ją świerszcze po zakończonym koncercie. – Jeśli chcesz, będziemy codziennie dla ciebie śpiewać.

Gwiazdka zgodziła się, nie miała przecież innego wyjścia.

Od tej pory każdego wieczoru gwiazdka siadała, patrząc w niebo, obok niej zawsze był Grajek, patrząc w tym samym kierunku, a w oddali inne świerszcze grały i śpiewały spokojną muzykę, podczas gdy gwiazdy na niebie tańczyły swój wspólny taniec. Obecność świerszcza sprawiała, że gwiazdka czuła się znacznie lepiej i z niecierpliwością każdego dnia czekała, aż przyjdzie wieczór i będą mogli razem słuchać koncertu świerszczy i patrzeć na gwiazdy. Jednego z takich wieczorów gwiazdka powiedziała do świerszcza:

– Wiesz, chciałam być zawsze najpiękniejsza ze wszystkich gwiazd, żeby zostać Księżycem i mieć swoje królestwo, ale dzięki tobie już tego nie potrzebuję, bo mam przyjaciela, który jest ze mną i dla którego jestem kimś ważnym.

– Naprawdę uważasz mnie za swojego przyjaciela? – Zapytał Świerszcz.

– Naprawdę. – Iskierka uśmiechnęła się do niego. Wcześniej nie wiedziałam, kim jest przyjaciel, ale teraz już wiem. I wiem też, dlaczego inne gwiazdy nie kłócą się o to, która z nich jest najpiękniejsza. One także przyjaźnią się ze sobą. Gdybym tylko mogła jeszcze kiedyś do nich wrócić… – Dodała ze łzami w oczach.

Lekki podmuch wiatru musnął gwiazdkę po ramieniu. Był to podmuch, który dobrze znała. Podmuch Podniebnego Wiatru. Zerwała się na nogi i rozpostarła ramiona. Wiatr przybrał na sile. Iskierka podskoczyła i wtedy poczuła, że podmuch wiatru porwał ją w górę. Powoli unosiła się wyżej i wyżej. Spojrzała w dół na świerszcza i zawołała do niego:

– Wracam do domu, przyjacielu!

Świerszcz uśmiechnął się do niej.

– Pamiętaj o mnie przyjaciółko.

– Nigdy cię nie zapomnę. – Odpowiedziała gwiazdka, a z jej oczu poleciały łzy. Dwie kropelki łez w powietrzu zamieniły się w srebrny pył, a Podniebny Wiatr uniósł go w stronę świerszcza. Potem gwiazdka zamknęła oczy i pozwoliła, by skrzydła Wiatru poniosły ją wyżej.

Świerszcz złapał w dłonie odrobinę srebrnego pyłu. Nie było mu przykro, że gwiazdka go opuściła. Wiedział, że będzie szczęśliwa w swoim domu. Mimo to w jego oku także zakręciła się łza. Otarł ją szybko i pomachał jeszcze na pożegnanie swojej przyjaciółce.

Tymczasem Podniebny Wiatr niósł ze sobą Iskierkę coraz wyżej. Świerszcz stał się już tylko maleńką, zieloną plamką w dole, a po chwili zniknął zupełnie. Gwiazdka poczuła pod swoimi stopami coś miękkiego i puszystego. Otworzyła oczy. Wokół siebie zobaczyła dobrze znane jej widoki. Wróciła do Gwiazdogrodu. Między obłokami przechadzały się inne gwiazdy. Iskierka wszystkie je znała, wszystkie już wcześniej widziała, ale teraz zauważyła coś, czego nie dostrzegła wcześniej. Gwiazdy rozmawiały ze sobą i uśmiechały się do siebie serdecznie, słuchały się nawzajem z zaciekawieniem. Teraz już wiedziała, że to przyjaźń.

W oddali gwiazdka zobaczyła swoją mamę, natychmiast pobiegła do niej i wtuliła się w jej ramiona.

– Mamo! Wróciłam! – Wołała szczęśliwa. – Wiesz mamo, już nie chcę być najpiękniejsza i nie muszę być księżycem. Mam przyjaciela, dla niego jestem ważna i wyjątkowa!

Mama gwiazda uradowana przytuliła swoją córeczkę.

– Cieszę się, że wróciłaś kochanie.

Iskierka długo opowiadała swojej mamie, co jej się przytrafiło. W nocy nie mogła zasnąć, myślała o świerszczu, o tym, co teraz robi. Wcześnie rano zerwała się ze swojego pierzastego łóżka i pobiegła, by wziąć udział we Wspólnym Tańcu Gwiazd. Wiedziała, że na Ziemi właśnie zaczyna się wieczór i że świerszcz będzie wpatrywał się w migotanie gwiazd. Tańczyła więc jak nigdy dotąd. Zamknęła oczy i wirowała w rytm podniebnej muzyki, aż inne gwiazdy, patrząc na nią, mówiły do siebie, “Popatrz, jak pięknie tańczy ta mała”.

Od tej pory mała gwiazdka zajmowała najwyższe miejsce na niebie, ale nie dlatego by być najważniejszą, lecz po to, by świerszcz zawsze mógł zobaczyć ją z ziemi. Mieszkający tam ludzie nazywali ją Gwiazdą Polarną, bo wskazywała im kierunek północny. Każdego wieczoru świerszcz wypatrywał na niebie najwyższej gwiazdy i śpiewał jej o tym, co go dziś spotkało. Jego muzyka była piękna jak nigdy dotąd, bo wiedział, że gdzieś tam w górze jest jego przyjaciółka i że Podniebny Wiatr poniesie dla niej jego muzykę. A każdego ranka w Gwiazdogrodzie Iskierka spoglądała w kierunku ziemi i tańcząc razem z innymi gwiazdami, wspominała swojego przyjaciela.

Wcześniej gwiazdka nie znała przyjaźni. Teraz już wiedziała, że przyjaźń jest tym, co sprawia, że miliony gwiazd żyją w zgodzie obok siebie, nie dbając o to, która z nich jest najpiękniejsza. Przyjaźń jest tym, co sprawia, że miliony świerszczy każdego wieczora zgodnie śpiewają swoją pieśń, nie dbając o to, który z nich śpiewa najgłośniej i najpiękniej.

I tu na razie kończy się historia małej gwiazdki, a jeśli ty, zobaczysz kiedyś spadającą gwiazdę, przypomnij sobie tą historię i pomyśl, że może właśnie w tej chwili ktoś szuka przyjaciela.

 

Konkurs z nagrodami dla dzieci!

Zadanie konkursowe polega na wykonaniu ilustracji, która będzie przedstawiać jedną z Emocji – bohaterów bajki “Piotruś i Emocje” (Radość, Złość, Strach, Smutek, Zaciekawienie lub Wstyd). Prace przesyłać można w formie elektronicznej (skan lub zdjęcie) na adres e-mail: gosia.tomera@gmail.com lub za pomocą standardowej poczty – w tym przypadku proszę wcześniej o kontakt mailowy, podam wtedy adres, na który można przesłać prace.

Proszę też o podanie imienia, wieku dziecka oraz numeru telefonu lub adresu e-mail do rodzica/opiekuna. Nadesłane prace zostaną zamieszczone na stronie wytworki-potworki.blog.pl, a spośród nich wylosowane zostaną trzy, których autorzy otrzymają nagrody. Nagrodami są gry – układanki Buziaki Śmieszaki. 

Z wylosowanymi osobami skontaktuję się mailowo lub telefonicznie. Prace można przesyłać do 30. listopada 2016r.

Ola i Strach

 Ola była drobną dziewczynką o jasnych włosach, zazwyczaj związanych w dwa warkocze. Nosiła niebieski plecak, a z jego bocznej kieszeni wystawał pluszowy, zielony krokodyl. To była ulubiona zabawka Oli, zawsze gdy było jej smutno, on ją pocieszał.

Ola była dzielną i odważną osobą, ale od pewnego czasu zauważyła, że dzieje się coś niedobrego. Gdy wracała ze szkoły, czuła, że ktoś ją obserwuje. Często, gdy szła drogą, coś poruszało się w krzakach albo trzaskało gałązkami i znikało. Czasem Oli wydawało się, że jakaś postać wychyla się za rogiem, który właśnie minęła, ale gdy się odwracała, nikogo nie było. Ola ściskała wtedy bardzo mocno swojego zielonego krokodyla, żeby dodać sobie odwagi i szła szybciej.

Ale ten niewidzialny osobnik stał się ostatnio bardziej nachalny i bardziej widoczny. Coraz głośniej trzaskał gałązkami, szurał za nią nogami, a czasem wołał HUHU! i znikał.

Ola czuła się bardzo nieprzyjemnie i już nawet przytulanie krokodyla nie pomagało. Im bardziej dygotała i im szybciej przed nim uciekała, tym on częściej za nią chodził i był głośniejszy. Ogromny cień śledził ją, gdy szła na podwórko, do sklepu i do babci… wszędzie. A im bardziej Ola się bała, tym on stawał się większy.

Już nawet inni ludzie zaczęli pytać:

–          Olu, czy ktoś za tobą nie chodzi? Kto to jest Olu?

Ola nie chciała się przyznać do tego, że dzieje się coś niedobrego i denerwując się, mówiła:

–          Nikt za mną nie chodzi, nie macie racji, dajcie mi spokój!

Ale wtedy ten ktoś, kto za nią chodził, tylko chichotał, jakby go to bawiło i głośniej trzaskał gałązkami.

W końcu Ola miała dosyć i gdy pewnego dnia usłyszała za sobą jego HUHU, odwróciła się i głośno krzyknęła:

–          Wychodź! Pokaż się!

Przez chwilę panowała cisza, a potem tajemniczy osobnik wyszedł zza krzaków.

Było to STRACH.

Był wyższy od Oli, miał czarną, kosmatą czuprynę, długie ręce i nogi, na których szedł, chwiejąc się raz w prawo raz w lewo. Oczy wielkości spodków od filiżanek patrzyły prosto na Olę, a wąskie usta wołały HUHU!

Ola cała się trzęsła i przez chwilę miała ochotę uciec, ale mocno ścisnęła swojego krokodyla, podniosła wysoko głowę i wzięła głęboki oddech, a potem, patrząc prosto w oczy Stracha, powiedziała:

–          Jeśli już musisz wszędzie za mną łazić to proszę bardzo, możesz sobie łazić, trudno. Ale musimy ustalić pewne warunki.

Słysząc to, Strach zatrzymał się na swoich pałąkowatych nogach i zamrugał ze zdziwienia oczami. Tego się nie spodziewał. Przestał wołać HUHU i odrobinę jakby się skurczył.

Ola poczuła się odważniej i mówiła dalej:

–          Możemy wszędzie chodzić razem, ale tak, żebym cię widziała. Nie wolno ci się chować po krzakach i nagle wyskakiwać. I jeszcze jedno, jeśli mamy tyle czasu spędzać razem, to musisz jakoś inaczej wyglądać. Teraz wyglądasz wstrętnie.

Słysząc taki stanowczy ton głosu i widząc poważną minę dziewczynki, Straszydło nie miało innego wyjścia, jak tylko potulnie i grzecznie poczłapać za nią na swoich pałąkowatych nogach.

Ola zaprowadziła Stracha do swojego pokoju i wyszperała z szafy kilka rzeczy. Dużym grzebieniem przeczesała jego kosmatą czuprynę i przypięła na głowie wielką, różową kokardę. Czerwony okrąglutki nos clowna za pomocą gumki założyła Strachowi na jego własny nos, a na nogi założyła mu swoje stare wrotki.

–          No teraz wyglądasz o wiele lepiej. – Powiedziała Ola dumna ze swojego dzieła.

Strach popatrzył w lustro. Obejrzał się uważnie z przodu i z tyłu. Czuł się jakoś głupio i w ogóle nie strasznie. Chciał zaprotestować i już otwierał swoją paszczę, żeby coś powiedzieć, ale groźne spojrzenie Oli sprawiło, że tylko bezradnie opuścił ramiona i ze skwaszoną miną przycupnął na dywanie koło łóżka.

Od tej pory wszędzie gdzie szła Ola, tam podążał za nią Strach w różowej kokardzie na głowie i z czerwonym nosem clowna, próbując nie wywrócić się na starych, rozklekotanych wrotkach. Ola widziała go, gdy wracała ze szkoły, szła na podwórko, na zakupy, do babci. Był z nią też w klasie, siedział w kącie przy ostatniej ławce.

Nie zawsze było łatwo się z nim dogadać. Strach był na początku bardzo uparty i próbował kontrolować Olę. Np. gdy dzieci przygotowywały się do przedstawienia z okazji Dnia Matki, Strach szeptał Oli do ucha:

–          Nie możesz wystąpić, nie uda ci się, nie uda ci się.

A tuż przed przedstawieniem uwiesił jej się na plecach i ściskał mocno za gardło, tak że Oli trudno było coś powiedzieć. Zamknęła wtedy oczy, zaczęła spokojnie oddychać i rozluźniła się. Strach spadł na podłogę, tłukąc sobie kolana i pośladki. Ola, patrząc prosto w jego wielkie, wybałuszone oczy, powiedziała:

–          Słuchaj, ja i tak wystąpię w przedstawieniu, czy ci się to podoba, czy nie. Nie możesz mi teraz przeszkadzać, więc lepiej idź sobie na bok i poczekaj, aż przedstawienie się skończy.

Strach z obrażoną miną poczłapał więc na bok. Poszedł na widownię, gdzie próbował jeszcze przeszkodzić Oli, robiąc straszne miny, ale ona wcale na niego nie patrzyła.

Strach próbował też swoich sił nocą, gdy Ola zasypiała sama w swoim pokoju. Skrobał wtedy paznokciami o podłogę, stukał palcem w okno, ukrywając się za zasłoną albo wydawał różne dźwięki, zmieniając przy tym głos za każdym razem. A gdy Ola wystraszona rozglądała się po pokoju, udawał, że śpi smacznie. Na początku Ola nabierała się na jego paskudne żarty. Ale z czasem odkryła, kto jest sprawcą tych nocnych hałasów. Ze swojej skrzyni skarbów wygrzebała mały dzwoneczek i przywiązała go Strachowi do nogi. Od tej pory, gdy tylko się ruszył, rozlegał się cichy i przyjemny dźwięk dzwoneczka.

Strach przekonał się, że nie tak łatwo będzie mu wygrać z tą dziewczynką, która jest odważniejsza niż mu się wydawało.

Z czasem Ola przyzwyczaiła się do obecności Stracha i zaakceptowała go. Wieczorem zostawiała nawet dla niego sok i ciastka, które kładła pod łóżkiem. Rano zostawały tylko okruszki i pusta szklanka. A czasami, gdy czytała książkę z ciekawymi opowieściami, widziała kątem oka, jak na ścianie za nią przybliża się bezszelestnie cień, nadstawiając swoje kosmate uszy. Czytała wtedy głośniej, żeby i on mógł posłuchać.

Gdy ktoś pytał teraz Olę, co to za dziwny stwór jej towarzyszy, mówiła spokojnie:

–          To mój Strach. On koniecznie chce wszędzie za mną chodzić, więc mu pozwoliłam, ale jakoś się dogadujemy.

Czasem Strach próbował jeszcze zaskoczyć Olę, np. huuuuuuuucząc lub nagle pstrykając palcami tuż przy jej uchu, ale wtedy Ola ściskała swojego zielonego krokodyla, oddychała spokojnie i stanowczo mówiła:

–          Pamiętaj, jakie ustaliliśmy warunki.

Po czym wyciągała z kieszeni małe lusterko i pokazywała je Strachowi, żeby przypomniał sobie, jak teraz wygląda. Gdy Strach spoglądał w lusterko, natychmiast tracił swoją odwagę, opuszczał bezradnie ramiona i mamrotał pod nosem. Nie czuł się już taki ważny i straszny. Ola zauważyła, że zaczął się kurczyć i wielkością przypominał teraz królika. Nie trzymał się już tak blisko Oli, tylko jechał na swoich wrotkach kilka metrów za nią. Po pewnym czasie nie chciało mu się nawet wszędzie za nią chodzić i widywali się coraz rzadziej.

Czasem ktoś pytał Olę:

–          A gdzie jest ten stwór, co zawsze za tobą chodził?

Wtedy Ola rozglądała się dookoła i zdawała sobie sprawę, że Stracha nie ma. Już tylko czasem pojawiał się na krótką chwilę.

–          Ach to Ty – Mówiła wtedy Ola, widząc go.

Potem oddychała spokojnie i krótko machała ręką na “do widzenia”. A po chwili Stracha już nie było.

Ola zauważyła też, że nie tylko ona ma tajemniczego towarzysza. Czasami widziała jak jakiś chłopiec lub dziewczynka idą spokojnie, a gdzieś w pobliżu skrada się za nimi jakiś cień. Wiedziała już teraz, że to ich własne Strachy. Pomyślała też, że jeśli któraś z jej koleżanek spotka takiego stwora, to chętnie jej doradzi, jak się z nim dogadać.