Ola i Strach

 Ola była drobną dziewczynką o jasnych włosach, zazwyczaj związanych w dwa warkocze. Nosiła niebieski plecak, a z jego bocznej kieszeni wystawał pluszowy, zielony krokodyl. To była ulubiona zabawka Oli, zawsze gdy było jej smutno, on ją pocieszał.

Ola była dzielną i odważną osobą, ale od pewnego czasu zauważyła, że dzieje się coś niedobrego. Gdy wracała ze szkoły, czuła, że ktoś ją obserwuje. Często, gdy szła drogą, coś poruszało się w krzakach albo trzaskało gałązkami i znikało. Czasem Oli wydawało się, że jakaś postać wychyla się za rogiem, który właśnie minęła, ale gdy się odwracała, nikogo nie było. Ola ściskała wtedy bardzo mocno swojego zielonego krokodyla, żeby dodać sobie odwagi i szła szybciej.

Ale ten niewidzialny osobnik stał się ostatnio bardziej nachalny i bardziej widoczny. Coraz głośniej trzaskał gałązkami, szurał za nią nogami, a czasem wołał HUHU! i znikał.

Ola czuła się bardzo nieprzyjemnie i już nawet przytulanie krokodyla nie pomagało. Im bardziej dygotała i im szybciej przed nim uciekała, tym on częściej za nią chodził i był głośniejszy. Ogromny cień śledził ją, gdy szła na podwórko, do sklepu i do babci… wszędzie. A im bardziej Ola się bała, tym on stawał się większy.

Już nawet inni ludzie zaczęli pytać:

–          Olu, czy ktoś za tobą nie chodzi? Kto to jest Olu?

Ola nie chciała się przyznać do tego, że dzieje się coś niedobrego i denerwując się, mówiła:

–          Nikt za mną nie chodzi, nie macie racji, dajcie mi spokój!

Ale wtedy ten ktoś, kto za nią chodził, tylko chichotał, jakby go to bawiło i głośniej trzaskał gałązkami.

W końcu Ola miała dosyć i gdy pewnego dnia usłyszała za sobą jego HUHU, odwróciła się i głośno krzyknęła:

–          Wychodź! Pokaż się!

Przez chwilę panowała cisza, a potem tajemniczy osobnik wyszedł zza krzaków.

Było to STRACH.

Był wyższy od Oli, miał czarną, kosmatą czuprynę, długie ręce i nogi, na których szedł, chwiejąc się raz w prawo raz w lewo. Oczy wielkości spodków od filiżanek patrzyły prosto na Olę, a wąskie usta wołały HUHU!

Ola cała się trzęsła i przez chwilę miała ochotę uciec, ale mocno ścisnęła swojego krokodyla, podniosła wysoko głowę i wzięła głęboki oddech, a potem, patrząc prosto w oczy Stracha, powiedziała:

–          Jeśli już musisz wszędzie za mną łazić to proszę bardzo, możesz sobie łazić, trudno. Ale musimy ustalić pewne warunki.

Słysząc to, Strach zatrzymał się na swoich pałąkowatych nogach i zamrugał ze zdziwienia oczami. Tego się nie spodziewał. Przestał wołać HUHU i odrobinę jakby się skurczył.

Ola poczuła się odważniej i mówiła dalej:

–          Możemy wszędzie chodzić razem, ale tak, żebym cię widziała. Nie wolno ci się chować po krzakach i nagle wyskakiwać. I jeszcze jedno, jeśli mamy tyle czasu spędzać razem, to musisz jakoś inaczej wyglądać. Teraz wyglądasz wstrętnie.

Słysząc taki stanowczy ton głosu i widząc poważną minę dziewczynki, Straszydło nie miało innego wyjścia, jak tylko potulnie i grzecznie poczłapać za nią na swoich pałąkowatych nogach.

Ola zaprowadziła Stracha do swojego pokoju i wyszperała z szafy kilka rzeczy. Dużym grzebieniem przeczesała jego kosmatą czuprynę i przypięła na głowie wielką, różową kokardę. Czerwony okrąglutki nos clowna za pomocą gumki założyła Strachowi na jego własny nos, a na nogi założyła mu swoje stare wrotki.

–          No teraz wyglądasz o wiele lepiej. – Powiedziała Ola dumna ze swojego dzieła.

Strach popatrzył w lustro. Obejrzał się uważnie z przodu i z tyłu. Czuł się jakoś głupio i w ogóle nie strasznie. Chciał zaprotestować i już otwierał swoją paszczę, żeby coś powiedzieć, ale groźne spojrzenie Oli sprawiło, że tylko bezradnie opuścił ramiona i ze skwaszoną miną przycupnął na dywanie koło łóżka.

Od tej pory wszędzie gdzie szła Ola, tam podążał za nią Strach w różowej kokardzie na głowie i z czerwonym nosem clowna, próbując nie wywrócić się na starych, rozklekotanych wrotkach. Ola widziała go, gdy wracała ze szkoły, szła na podwórko, na zakupy, do babci. Był z nią też w klasie, siedział w kącie przy ostatniej ławce.

Nie zawsze było łatwo się z nim dogadać. Strach był na początku bardzo uparty i próbował kontrolować Olę. Np. gdy dzieci przygotowywały się do przedstawienia z okazji Dnia Matki, Strach szeptał Oli do ucha:

–          Nie możesz wystąpić, nie uda ci się, nie uda ci się.

A tuż przed przedstawieniem uwiesił jej się na plecach i ściskał mocno za gardło, tak że Oli trudno było coś powiedzieć. Zamknęła wtedy oczy, zaczęła spokojnie oddychać i rozluźniła się. Strach spadł na podłogę, tłukąc sobie kolana i pośladki. Ola, patrząc prosto w jego wielkie, wybałuszone oczy, powiedziała:

–          Słuchaj, ja i tak wystąpię w przedstawieniu, czy ci się to podoba, czy nie. Nie możesz mi teraz przeszkadzać, więc lepiej idź sobie na bok i poczekaj, aż przedstawienie się skończy.

Strach z obrażoną miną poczłapał więc na bok. Poszedł na widownię, gdzie próbował jeszcze przeszkodzić Oli, robiąc straszne miny, ale ona wcale na niego nie patrzyła.

Strach próbował też swoich sił nocą, gdy Ola zasypiała sama w swoim pokoju. Skrobał wtedy paznokciami o podłogę, stukał palcem w okno, ukrywając się za zasłoną albo wydawał różne dźwięki, zmieniając przy tym głos za każdym razem. A gdy Ola wystraszona rozglądała się po pokoju, udawał, że śpi smacznie. Na początku Ola nabierała się na jego paskudne żarty. Ale z czasem odkryła, kto jest sprawcą tych nocnych hałasów. Ze swojej skrzyni skarbów wygrzebała mały dzwoneczek i przywiązała go Strachowi do nogi. Od tej pory, gdy tylko się ruszył, rozlegał się cichy i przyjemny dźwięk dzwoneczka.

Strach przekonał się, że nie tak łatwo będzie mu wygrać z tą dziewczynką, która jest odważniejsza niż mu się wydawało.

Z czasem Ola przyzwyczaiła się do obecności Stracha i zaakceptowała go. Wieczorem zostawiała nawet dla niego sok i ciastka, które kładła pod łóżkiem. Rano zostawały tylko okruszki i pusta szklanka. A czasami, gdy czytała książkę z ciekawymi opowieściami, widziała kątem oka, jak na ścianie za nią przybliża się bezszelestnie cień, nadstawiając swoje kosmate uszy. Czytała wtedy głośniej, żeby i on mógł posłuchać.

Gdy ktoś pytał teraz Olę, co to za dziwny stwór jej towarzyszy, mówiła spokojnie:

–          To mój Strach. On koniecznie chce wszędzie za mną chodzić, więc mu pozwoliłam, ale jakoś się dogadujemy.

Czasem Strach próbował jeszcze zaskoczyć Olę, np. huuuuuuuucząc lub nagle pstrykając palcami tuż przy jej uchu, ale wtedy Ola ściskała swojego zielonego krokodyla, oddychała spokojnie i stanowczo mówiła:

–          Pamiętaj, jakie ustaliliśmy warunki.

Po czym wyciągała z kieszeni małe lusterko i pokazywała je Strachowi, żeby przypomniał sobie, jak teraz wygląda. Gdy Strach spoglądał w lusterko, natychmiast tracił swoją odwagę, opuszczał bezradnie ramiona i mamrotał pod nosem. Nie czuł się już taki ważny i straszny. Ola zauważyła, że zaczął się kurczyć i wielkością przypominał teraz królika. Nie trzymał się już tak blisko Oli, tylko jechał na swoich wrotkach kilka metrów za nią. Po pewnym czasie nie chciało mu się nawet wszędzie za nią chodzić i widywali się coraz rzadziej.

Czasem ktoś pytał Olę:

–          A gdzie jest ten stwór, co zawsze za tobą chodził?

Wtedy Ola rozglądała się dookoła i zdawała sobie sprawę, że Stracha nie ma. Już tylko czasem pojawiał się na krótką chwilę.

–          Ach to Ty – Mówiła wtedy Ola, widząc go.

Potem oddychała spokojnie i krótko machała ręką na “do widzenia”. A po chwili Stracha już nie było.

Ola zauważyła też, że nie tylko ona ma tajemniczego towarzysza. Czasami widziała jak jakiś chłopiec lub dziewczynka idą spokojnie, a gdzieś w pobliżu skrada się za nimi jakiś cień. Wiedziała już teraz, że to ich własne Strachy. Pomyślała też, że jeśli któraś z jej koleżanek spotka takiego stwora, to chętnie jej doradzi, jak się z nim dogadać.

 

Dodaj komentarz