Samotny chłopiec

W małym miasteczku z małymi domkami i wąskimi uliczkami mieszkał mały chłopiec. Miasteczko miało niewielu mieszkańców i wszyscy oni się znali. Każdy znał chłopca i chłopiec też znał każdego. Ponieważ tak było, chłopiec wiedział o czymś, co było dla niego bardzo smutne. Wiedział, że nie ma żadnego przyjaciela. Dlatego od tej pory będziemy go nazywać „Samotny”.

Samotny był cichym i spokojnym chłopcem, który mało mówił. Inni chłopcy, którzy lubili hałas, nie chcieli się z nim przyjaźnić. Dziewczynki miały swoje lalki i zapraszały się na zabawy, a wtedy dużo i głośno rozmawiały, więc również nie chciały się z nim przyjaźnić. Dorośli za to chwalili Samotnego. Mówili: „Jaki on grzeczny, taki cichy i spokojny” i cieszyli się, że Samotny tak pięknie sam się bawi, bo wtedy mieli czas na swoje dorosłe sprawy. Tylko czasem martwili się: „Co to będzie, gdy on pójdzie do szkoły i nie będzie nic mówił, jak on sobie poradzi?”. Samotny pytał czasem swoją mamę:

– Mamo, czy myślisz, że można mnie polubić?

– Oczywiście, że można. – Odpowiadała mama.

Ale Samotny czuł, że mama mówi tak tylko po to, żeby go pocieszyć. Samotny włóczył się więc po małym miasteczku, wśród wąskich uliczek i małych domków, mijał mieszkańców cichutko bez słowa, przemykał jak niewidzialny cień, więc zazwyczaj nie zwracali na niego uwagi. Czasem wędrował aż do lasu na skraju małego miasteczka. Wtedy siadał pod drzewem i słuchał. A ponieważ, jak już wiecie, Samotny był cichy i spokojny, to naprawdę potrafił słuchać. I pewnego dnia, gdy był w lesie, usłyszał cichutkie piszczenie, gdzieś w krzakach. Samotny lubił czytać opowieści o leśnych skrzatach, pomyślał więc, że może to jeden z takich skrzatów schował się gdzieś tutaj. Rozglądał się uważnie dokoła, aż odnalazł skulone pod drzewem piszczące stworzonko. Ale nie był to wcale skrzat leśny… był to pies. W dodatku wyglądał bardzo mizernie, leżał z podkulonym ogonem i oklapniętymi uszami, które przysłaniały jego wielkie, smutne oczy. Samotny podszedł do niego powoli, żeby go nie wystraszyć, a potem pogłaskał delikatnie jego kosmatą głowę i grzbiet. Pies zamerdał nieśmiało ogonem i spojrzał smutnymi oczyma na Samotnego. I gdy tak patrzyli na siebie, chłopiec i pies, każdy z nich już wiedział, że z ich spotkania wyniknie coś niezwykłego.

Niestety pies miał złamaną łapę. Samotny wziął go ostrożnie na ręce i zabrał do swojego domu. Tam zebrali się wszyscy dorośli, czyli mama, tata, babcia i dziadek, żeby zdecydować, czy pies może z nimi zamieszkać. Podczas, gdy oni głośno rozmawiali, Samotny i pies siedzieli cichutko obok siebie i czekali cierpliwie z poważnymi minami, czując, że właśnie ważą się ich losy. W końcu zdecydowano: Pies może zostać! Dostał nawet własną miskę i wygodne, ciepłe posłanie oraz coś, co dla każdego psa jest bardzo ważne… dostał własne imię. Samotny nazwał go „Skrzat”.

Skrzata trzeba było zabrać do weterynarza i zająć się jego złamaną łapą. Samotny oddał mu swoją ulubioną, niebieską poduszkę, żeby Skrzatowi było wygodnie i żeby nie cierpiał tak bardzo z powodu złamania. Mama i tata powtarzali i przypominali Samotnemu, że będzie miał teraz sporo obowiązków, bo Skrzata trzeba karmić, wyprowadzać na spacer kilka razy dziennie, czasem wykąpać i zabierać do weterynarza i Samotny wszystko to robił. Wstawał wcześnie rano, a gdy tylko otwierał oczy, widział merdający ogon i wpatrzone w niego oczy, które już nie były smutne. Tak, Samotny miał teraz więcej obowiązków, ale w zamian za to dostał od Skrzata coś bardzo cennego: nie był już sam i coraz częściej się uśmiechał. Dlatego od tej pory będziemy chłopca nazywać „Szczęśliwy”.

Szczęśliwy i Skrzat włóczyli się teraz razem po małym miasteczku, wśród wąskich uliczek i małych domków, i często wędrowali aż do lasu na skraju małego miasteczka. Wtedy siadali pod drzewem i słuchali leśnych odgłosów. Szczęśliwy opowiadał Skrzatowi historie, które znał, Skrzat kładł się wtedy obok niego i merdał od czasu do czasu ogonem.

Zimą Szczęśliwy bardzo się rozchorował, miał wysoką gorączkę i musiał leżeć w łóżku przez kilka dni. Skrzat był wtedy bardzo smutny. Przez cały czas leżał tuż przy łóżku Szczęśliwego, zakrywając smutne oczy uszami. Przytargał też w zębach niebieską poduszkę, czuł, że teraz przyda się ona Szczęśliwemu, tak jak kiedyś przydała się jemu. Gdy Szczęśliwy poczuł się lepiej, mama usiadła przy nim i powiedziała:

– Wiesz, psy to mądre stworzenia, a Skrzat bardzo cię lubi, cały czas się tobą opiekował. Jeśli on cię lubi, to na pewno każdy może cię polubić.

Szczęśliwy przyznał tym razem, że mama może mieć rację. Coraz więcej rozmawiał też ze Skrzatem. Opowiadał mu nowe historie, a ponieważ umiał słuchać, to wiedział, że Skrzat również opowiada mu różne rzeczy, szczekając, piszcząc, merdając ogonem albo podając łapę. Szczęśliwy opowiadał też Skrzatowi o tym, co myśli, co mu się śniło, co lubi a czego nie. I gdy tak chodzili razem po ulicach małego miasteczka, mieszkańcy przystawali zdumieni, słysząc Szczęśliwego. „Czy to ten sam chłopiec, który tak niewiele mówił?”, pytali. Również chłopcy i dziewczynki z małego miasteczka patrzyli na nich z zaciekawieniem, a czasem pytali, czy mogą pogłaskać Skrzata.

Nadszedł w końcu czas, gdy Szczęśliwy po raz pierwszy poszedł do szkoły. Wszyscy dorośli z jego domu, czyli mama, tata, babcia i dziadek czekali niecierpliwie na jego powrót, zastanawiając się, jak sobie poradzi. Tymczasem w szkole Pani poprosiła, by każde dziecko powiedziało coś o sobie. Szczęśliwy zastanawiał się, co mógłby powiedzieć, co byłoby ciekawe… tak, już wiedział. Gdy nadeszła jego kolej, opowiedział o swoim przyjacielu Skrzacie, o tym jak go spotkał i się nim zaopiekował. Zupełnie nie wiedział jak, ale słowa jakoś same płynęły mu do głowy. O Skrzacie mógł mówić bardzo długo, a dzieci słuchały go z zaciekawieniem. Pierwszy dzień w szkole minął więc całkiem przyjemnie. Kolejne dni też były w porządku.

Dzięki swojemu przyjacielowi Szczęśliwy wiedział, że inni mogą go polubić, zaczął więc częściej rozmawiać z chłopcami i dziewczynkami i chętnie opowiadał, gdy pytali go o Skrzata. On także pytał, co u nich słychać i słuchał ich z zaciekawieniem. A gdy wracał do domu, jego przyjaciel zawsze na niego czekał, radośnie merdając ogonem.

 

 

Dodaj komentarz