Piotruś i Smutek

Piotruś i Smutek

                Pamiętacie Piotrusia i Emocje? Minęło już sporo czasu odkąd Piotruś spotkał tych sześć przedziwnych ale sympatycznych stworzeń. Dziś spotkał się ponownie z jednym z nich, choć spotkanie to wcale nie zaczęło się przyjemnie, Jeśli macie swoją ulubioną zabawkę, na pewno to zrozumiecie. Posłuchajcie więc…

Kapitan Grzmot nie był zwykłym robotem. Był ulubioną zabawką Piotrka. Potrafił stać na baczność, maszerować, a nawet powiedzieć głośno „Zadanie wykonane!”. Teraz niestety leżał na podłodze z połamaną ręką i nogą. Piotruś stał nad nim, patrząc z niedowierzaniem. Przed chwilą grali w piłkę razem z Tomkiem. Tomek chciał kopnąć piłkę do Piotrka, ale piłka odbiła się od ściany i poszybowała w stronę półki z zabawkami. I wtedy właśnie to się stało. Robot spadł na ziemię z wielkim hukiem. Tomek przestraszony spojrzał najpierw na robota a potem na Piotrka.

– Ojej, Piotrek, przepraszam, nie chciałem… – Powiedział Tomek bardzo zmartwiony.

Piotrek zacisnął pięści i poczerwieniał na buzi.

– Idź stąd! – Wykrzyknął do Tomka. – No idź stąd, nie chcę cię tu! – I zaczął wypychać kolegę za drzwi.

Do pokoju weszła mama Piotrka zaalarmowana hukiem i krzykami.

– Chłopaki co się dzieje? – Zapytała.

– Ten głupek zniszczył mi robota, niech stąd idzie!

– Piotrek, nie wolno tak mówić do kolegi. Powiedz mi spokojnie, co się stało.

Ale chłopiec wcale się nie uspokoił, tylko jeszcze mocniej poczerwieniał i zaciskał pięści.

– Wszyscy stąd idźcie, nie chcę was tu! – Krzyknął głośno i kopnął stojące obok niego krzesło tak mocno, że przewróciło się z hałasem na podłogę.

– Chodź Tomek, odprowadzę Cię do drzwi. Piotrek chyba musi przemyśleć swoje zachowanie. – Powiedziała mama i razem z Tomkiem wyszła z pokoju, zostawiając Piotrka samego.

Nikt nie zauważył, że spod łóżka, w ukryciu obserwuje ich para wielkich smutnych oczu. Oczy zamrugały kilka razy i zniknęły w ciemności pod łóżkiem.

Gdy później mama wróciła do pokoju Piotrka, siedział on na podłodze, przecierając oczy. Obok wciąż leżał roztrzaskany robot. Chłopiec, widząc mamę, przybrał naburmuszony wyraz twarzy. Mama usiadła obok niego i spojrzała na robota.

– Pewnie jest ci smutno z powodu Kapitana Grzmota. Wiem, że to twoja ulubiona zabawka. Tomek też się tym bardzo zmartwił.

– Wcale nie jest mi smutno! A Tomek jest głupi i ten robot też jest głupi, już go wcale nie chcę!

Piotrek wstał ze zmarszczoną miną, a wychodząc z pokoju, szturchnął nogą robota.

***

                Za oknem w pokoju Piotrka było już ciemno. Księżyc spokojnie wisiał na niebie w towarzystwie miliona gwiazd. Spod zielonej kołdry w żaby wystawała potargana czupryna chłopca. Choć mama życzyła mu jak zwykle spokojnych snów, to dzisiejszej nocy jego sny wcale nie były spokojne. Przewracał się z boku na bok, jego palce zaciskały się mocno na kołdrze, a nogi napinały się, jakby były gotowe do biegu. Na szafkę przy łóżku wspięło się COŚ i przycupnęło tuż obok nocnej lampki, patrząc na Piotrka. Przewracało oczami w prawo i w lewo, w górę i w dół, aż zatrzymało swoje spojrzenie na twarzy chłopca. Piotrek przez sen zaciskał mocno powieki. Spod tej prawej na zewnątrz próbowała wydostać się łza i choć Piotrek jeszcze mocniej je zaciskał, to łza w końcu się wydostała. Spłynęła po policzku, a potem spadła na ramię chłopca. Podniosła się i rozejrzała dookoła. Najpierw zobaczyła żaby na zielonej pościeli i aż podskoczyła wystraszona, ale na szczęście nie były to prawdziwe żaby. Już prawie się uspokoiła,  gdy nagle coś się pod nią poruszyło i BACH… przewróciła się. Wspięła się do góry wyżej i wyżej, aż zobaczyła wystającą spod kołdry buzię w brązowej potarganej czuprynie. Buzia mruczała coś niespokojnie i marszczyła brwi.

– Ach tak, więc to ten chłopiec płacze – Pomyślała Łza. – Ale zaraz, gdzie są inne łzy? Czy jestem tylko ja jedna?

Gdy się tak zastanawiała, poczuła nagle, że ktoś ją obserwuje. Spojrzała w górę. Na szafce przy lampce siedziało COŚ. W świetle księżyca widać było jego niebieskie futerko i parę wielkich oczu. Te oczy patrzyły w taki sposób, że Łza od razu poznała, kim jest to stworzenie.

– Ty jesteś Smutek, prawda? – Zapytała cichutko, wspinając się do niego w górę.

– Tak, jestem Smutek. – Odpowiedziało stworzonko również cichutko.

– A co ty tu robisz w nocy?

– Przyszedłem do Piotrusia. Mogę go odwiedzać tylko w nocy, kiedy śpi. W dzień nie pozwala mi się pokazywać i udaje wtedy, że się złości.

– Dlaczego? – Spytała zaciekawiona Łza.

– Pewnie się boi, że zostanę za długo i już sobie nie pójdę. Albo, że inni będą go uważać za mazgaja. A przecież ja nie chcę zostać na zawsze, tylko na chwilę, później bym sobie poszedł.

– A dziś dlaczego przyszedłeś?

– Z powodu ulubionej zabawki Piotrka. Jego robot spadł na podłogę i się roztrzaskał. Wiem, że Piotrek był cały dzień bardzo smutny, ale nie pozwolił mi się pokazać. Zamiast tego krzyczał, przewrócił krzesło i kopnął w drzwi. Wszyscy myśleli, że jest zły i denerwowali się na niego. Tylko ja wiem, że mu smutno, ale Piotrek nikomu o tym nie powiedział. Wolał udawać groźnego złośnika.

Łza popatrzyła na chłopca, który wciąż niespokojnie się kręcił.

– Czy możemy mu pomóc? – Zapytała.

Smutek podrapał się po niebieskiej czuprynie i mrucząc pod nosem, zaczął chodzić w kółko.

– Wiem! – Powiedział w końcu. – Skoczył z szafki na łóżko, po kosmyku włosów wdrapał się na głowę Piotrusia i wyszeptał mu do ucha:  Śpij Piotrusiu, śpij spokojnie, niech ci sen się przyśni o mnie.

W tym momencie jedna z gwiazd sfrunęła przez okno i tuż nad ich głowami zamieniła się w srebrny pył. Cały pokój zawirował, jakby ktoś zakręcił go na karuzeli. PSTRYK. Wszystkie gwiazdy zgasły na chwilę, tak że nic nie było widać. Lecz, gdy zaświeciły znowu, nie było już Piotrusiowego pokoju. Smutek i Łza stali teraz na wąskim, drewnianym moście. Pod nimi cichutko szumiał strumyk, a na srebrzystej tafli wody widać było cienie pływających ryb. W oddali zobaczyli idącą do nich postać. Gdy postać była już blisko, rozpoznali Piotrusia.

– Ojej! – Zdziwiła się Łza.

Piotruś też był bardzo zdziwiony, aż przecierał oczy ze zdumienia

– Cześć Piotrusiu. – Odezwał się Smutek. – Pamiętasz mnie?

Piotruś przyjrzał się stworkowi z niebieskim futerkiem. Oczywiście, że go pamiętał. Był jedną z emocji, które poznał w czasie ostatnich wakacji.

– Cześć Smutku. Co ty tu robisz? I gdzie my jesteśmy? – Zapytał chłopiec, rozglądając się niepewnie dookoła.

– Jesteśmy w twoim śnie Piotrusiu. – Odpowiedział Smutek. – Nie mogłem spotkać się z tobą inaczej, bo mi nie pozwalałeś. Byłeś smutny, ale udawałeś, że się złościsz.

– Tak, tak, to prawda. – Wtrąciła się malutka Łza. – Ledwo co udało mi się wydostać z twojego oka, gdy spałeś.

– Ojej, to ty jesteś moją łzą? – Zdziwił się Piotruś.

– Tak, i tylko ja się wydostałam, jestem bardzo dzielna. – Mała kropelka wyprostowała się z dumną miną.

-Piotrusiu, za tym mostem mieszka pewna dziewczynka. Przytrafiło jej się ostatnio coś bardzo przykrego. – Powiedział Smutek.

– Co takiego? – Zaciekawił się Piotruś.

– Zgubił się jej ukochany pies. Chciałbym, żebyś poznał tą dziewczynkę. Chodźmy, już słońce wstaje.

***

                Gdy Piotruś, Łza i Smutek dotarli na miejsce, wdrapali się na rozłożyste drzewo tuż obok domu dziewczynki. Po kilku chwilach zobaczyli w oknie jej buzię. Patrzyła smutno przed siebie. Na biurku leżał jej rysunek przedstawiający kudłatego pieska.

W pokoju obok rozmawiały ze sobą mama i ciocia dziewczynki. Choć Piotruś nie wiedział, jak to możliwe, doskonale wszystko widział i słyszał, co mówią.

– Jaka ona dzielna, w ogóle nie płacze, nie marudzi, taka rozsądna dziewczyna! – Mówiła ciocia.

– Tak, tak, bardzo dzielna, nie sądziłam, że tak spokojnie to przyjmie. – Przytaknęła jej mama.

– Ojej. – Krzyknął nagle Piotruś. – Tam ktoś jest, tam w pokoju, siedzi w kącie, jest bardzo podobny do Ciebie Smutku.

Rzeczywiście w pokoju dziewczynki, w kącie siedział sobie cichutko niebieski stworek, na którego nikt nie zwracał uwagi.

– To mój kuzyn Piotrusiu. Jest smutkiem tej dziewczynki. Ale nikt tam go nie widzi. Przez ostatnich kilka dni bardzo urósł. Im bardziej dziewczynka udaje, że go nie ma, tym on staje się większy.

– Ale czemu ona tak udaje? Przecież widzę, że jest smutna. – Dziwił się Piotruś.

Smutek i Łza spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Łza, która poznała już dziś odpowiedź na to pytanie, powiedziała do Piotrka:

– Może ona chce być bardzo dzielna i myśli, że jak zacznie się smucić i płakać, to inni powiedzą, że jest beksą.

– Aha. – Mruknął Piotruś cichutko i lekko się zarumienił. – Wcale nie uważałbym jej za beksę, gdyby się rozpłakała.

Tymczasem dziewczynka wyszła na podwórko. Tuż za nią kroczył jej niewidzialny smutek. Szedł spokojnie nie zauważony przez żadnego z domowników.  Piotruś poczuł, że jest mu ogromnie żal tej dziewczynki. Szybko zeskoczył z drzewa i pobiegł do niej.

– Hej, stój. – zawołał zdyszany. – Ja wiem, że jest ci smutno, nie musisz udawać!

Dziewczynka przestraszona, spojrzała w jego stronę.

– Kto ty jesteś? – Spytała.

– Ja jestem Piotrek, ale zobacz, tam za tobą chodzi taki stworek. Nie widziałaś go wcześniej, ale on tu cały czas jest. To jest smutek i on ciągle rośnie i rośnie, bo udajesz, że go nie ma. – Piotruś wyrzucał z siebie słowa, zmęczony szybkim biegiem.

Dziewczynka odwróciła się i dopiero teraz zobaczyła, o kim mówi chłopiec. Spojrzała w smutne oczy niebieskiego stworka. W tych wielkich oczach, jak w lustrze zobaczyła swoje odbicie. I wtedy w jej własnych oczach pojawiły się łzy. Najpierw pojedyncze małe kropelki, a potem płakała już coraz mocniej. Odwróciła się i szybko uciekła do domu. Przez duże okno Piotruś zobaczył ją, jak wbiega do pokoju i przytula się do swojej mamy. Usłyszał też, jak po kilku chwilach opowiada mamie, że okropnie, ale to bardzo okropnie tęskni za swoim pieskiem. Mama przytuliła dziewczynkę mocno i pocałowała ją. Stojący wciąż na podwórku niebieski stworek uśmiechnął się, a potem zaczął się kurczyć. Gdy był już o połowę mniejszy, ruszył spokojnie w stronę domu, machając Piotrusiowi na pożegnanie.

– Co teraz będzie? – Zapytał Piotrek swoich towarzyszy.

– Teraz, gdy dziewczynka już przyznała się, że jest jej smutno, będzie jej łatwiej poradzić sobie z tym. – Odpowiedział Smutek.

– Czy to ci czegoś nie przypomina Piotrusiu? – Zapytała Łza i spojrzała porozumiewawczo na niebieskiego  stworka.

Chłopiec zawstydził się.

– Chodzi wam pewnie o mojego robota… – Wymruczał cicho pod nosem.

– Tak właśnie o tym mówimy. – Odpowiedział Smutek. – Skoro już zrozumiałeś, to znaczy, że czas wracać.

Stworek zwinnym ruchem wdrapał się po nogawce Piotrka aż na jego ramię i wyszeptał mu do ucha: Sen się kończy, noc ucieka, zbudź się, bo już słońce czeka.

Widok przed oczami chłopca zaczął się rozpływać, blednąć, aż zniknął zupełnie. Piotrek zamknął oczy, a gdy znów je otworzył, zobaczył swój pokój. Leżał spokojnie w swoim łóżku, jakby nigdy nic. Po niebieskim stworku i malutkiej łzie nie było ani śladu. Rozejrzał się dookoła, na podłodze leżały porozrzucane zabawki a wśród nich połamany robot. Piotrek westchnął, wstał z łóżka i podszedł do swojej ulubionej zabawki, delikatnie podniósł ją z podłogi.

– Śniadanie na stole. – Doleciał do niego z dołu głos mamy.

Na twarzy Piotrka nie było już śladów wczorajszej złości, gdy patrzył na swoją zabawkę. Odłożył ją na biurko i zszedł na dół do kuchni.

– Dzień dobry. – Przywitała go mama. – Jak dziś humor?

Piotrek odezwał się trochę zawstydzony.

– Miałaś rację mamo, jest mi smutno z powodu robota. Myślisz, że da się go naprawić?

Mama spojrzała z uśmiechem na chłopca, potem podeszła do niego i go przytuliła.

– Tata na pewno coś wymyśli. – Odpowiedziała z przekonaniem. – A może chciałbyś dzisiaj zobaczyć się z Tomkiem?

– Myślisz, że będzie chciał przyjść?

– Wyjaśnij mu tak samo jak mi, że to twój ukochany robot i dlatego było ci smutno, gdy się rozbił. Na pewno to zrozumie i też cię przeprosi.

Piotrek kiwnął głową na zgodę. Poczuł się już znacznie spokojniej. Pomyślał też, że to nic złego się smucić, a gdy się o tym z kimś porozmawia, to jest znacznie lepiej. Gdyby dobrze rozejrzał się dookoła, zobaczyłby, że pod stołem siedzi ten sam niebieski stworek, który był dziś w jego śnie, tylko, że teraz był o wiele mniejszy.

Po śniadaniu Piotrek powędrował na górę do swojego pokoju, a stworek pomaszerował za nim. Gdy już drzwi zamknęły się za nimi bezpiecznie, stworek lekko pociągnął chłopca za nogawkę.

– Ojej, ty naprawdę tu jesteś! – Wykrzyknął Piotrek zdziwiony.

– Jestem i pewnie czasami będę jeszcze do ciebie przychodził. Czy nie będziesz wtedy udawać, że mnie nie ma? Robię się wtedy o wiele większy, aż czasem trudno mi się zmieścić w twojej szafie albo pod łóżkiem, tak mi ciasno.

Piotrek uśmiechnął się do niebieskiego włochacza.

– Postaram się nie udawać. – Powiedział. – Obiecuję.

Stworek stanął na baczność, zasalutował i wykrzyknął: “Zadanie wykonanie“, tak samo jak to robił Kapitan Grzmot. Potem uśmiechnął się do chłopca i zniknął.

Jeśli w waszej szafie lub pod waszym łóżkiem też czasem chowa się taki niebieski kudłaty stworek, to spróbujcie o tym z kimś porozmawiać. Może powoli stwór zrobi się mniejszy i zniknie zupełnie.

 

 

 

Dodaj komentarz