Co się stało w lesie?

Był sobie raz taki wielki, wielki las… A w tym wielkim, wielkim lesie było bardzo, bardzo… GŁOŚNO!!!

AAAAAA!!! – Krzyczały wiewiórki, grając w orzechy. A orzechy śmigały od jednego drzewa do drugiego. ŚMIG, ŚMIG.

JUPI!!! – Radowały się myszy, wyskakując na siebie z wysokiej trawy.

Ptasi chór doskonalił swój śpiew. LALALALA LOLOLOLO.

Dzięcioł stukał w drzewo, ucząc małe dzięcioły matematyki i liczenia.

– Trzy stuknięcia STUK STUK STUK dodać dwa stuknięcia STUK STUK to równa się pięć stuknięć STUK STUK STUK STUK STUK.

Wygłupialskie jeże wymyśliły zawody w trafianiu żołędziami w swoje kolce.

Taka „dzika impreza”, jak to mawiały dziki, trwała w lesie cały rok.

Tylko doktor Sowa nie miał czasu na zabawę, bo pod jego gabinetem wciąż czekał jakiś pacjent.

– Doktorze, ciągle boli mnie głowa.

– Doktorze, spać nie mogę.

– Doktorze, chodzę jakiś rozdrażniony, wszystko mnie denerwuje.

– Doktorze, Doktorze, Doktorze…

Oprócz zwierząt leśnych przychodzili też inni, np. liście:

– Doktorze, nikt nie zwraca na nas uwagi, choć przez cały rok zmieniamy kolory, nikt na nas nie patrzy.

Przychodził wiatr:

– Doktorze, nikt już nie wsłuchuje się w moje odgłosy, straciłem sens wiania.

Przypłynął też strumyk:

– Doktorze, nikt nie siada już nad moim brzegiem, nie ogląda kamyków, które tak starannie wygładziłem.

Doktor Sowa aż łapał się za głowę… o co chodzi, o co chodzi? Aż w końcu zamknął gabinet i poleciał wysoko, wysoko… Jeszcze trochę wyżej… Usiadł na wierzchołku najwyższego drzewa i patrzył… i słuchał. Cały las tonął w hałasie.

– To wiele wyjaśnia. – Powiedział do siebie doktor Sowa. – Ból głowy, bezsenność, rozdrażnienie… w takim hałasie ciężko zatrzymać się nad pięknem liści, kamieni, czy szumem wiatru. Muszę zawołać Ją na pomoc, niech przyjdzie czym prędzej.

I pofrunął w najdalszy, najciemniejszy zakątek lasu. A gdy wrócił, Ona przyszła razem z nim. Szła bardzo powoli i spokojnie. Zdania na temat jej wyglądu były bardzo podzielone. Każdy zapamiętał ją jakoś inaczej.

Udała się na polanę i usiadła na trawie. Zaciekawione zwierzęta przybiegły szybko i usiadły obok niej, przyglądając jej się uważnie.

– Witajcie. – Powiedziała z uśmiechem. – Jestem Cisza. Przyszłam, żeby spędzić z wami trochę czasu. Później sobie pójdę, ale teraz gdy tu jestem, możecie przy mnie chwilę odpocząć. Możecie się odprężyć i zrobić w głowie miejsce na nowe pomysły.

Niektóre zwierzęta bardzo się ucieszyły. Od razu rozsiadły się wygodnie, zamknęły oczy i zaczęły spokojnie oddychać. Inne patrzyły niepewnie dookoła, nie wiedząc, co mają robić. Zając, który nie potrafił przestać kicać, po 5 sekundach spokojnego siedzenia, zaczął oczywiście kicać znowu. Borsuk stwierdził, że takie siedzenie jest strasznie nudne i bardzo się zdenerwował, a nawet obraził.

No i w końcu było tak, że niektóre zwierzęta próbowały się odprężyć, ale zając kicał i wciąż któreś popychał. Więc poprosiły go, żeby kicał trochę dalej od nich, tak żeby na nikogo nie wpadał. Dwie wiewiórki miały sobie wciąż tyle do powiedzenia, że nie mogły przestać mówić. Cisza zaproponowała więc, żeby spróbowały powiedzieć to wszystko w swoich myślach – najpierw bardzo głośno, a potem coraz ciszej.

A borsuk siedział nadal zdenerwowany.

Po kilku chwilach Cisza podziękowała wszystkim za wspólny czas i odeszła. I także po chwili las i zwierzęta wróciły do wcześniejszego stanu – czyli do głośności.

Ale na drugi dzień Cisza znów przyszła. Zwierzęta zdziwiły się, ale też ucieszyły. Tego dnia było podobnie jak poprzedniego. Część zwierząt odpoczywała. Zając kicał, borsuk się denerwował, wiewiórki szeptały sobie coś do ucha. I znów Cisza po chwili podziękowała i poszła.

A następnego dnia… Tak to znowu ona.

Tym razem zając spróbował chwilę posiedzieć i odpocząć, bo jego kolega królik powiedział mu, że po tym odpoczynku z Ciszą czuł się o wiele lepiej. Więc zając też chciał spróbować.

Borsuk stwierdził, że może i on spróbuje, a co mu szkodzi?

A wiewiórki, gdy zorientowały się, że naprawdę wszyscy próbują, to i one chciały też.

No więc dziś był taki dzień, gdy wszystkie zwierzęta spróbowały przez chwilę odpocząć. I wiecie co… Przez chwilę było naprawdę cicho…

I wtedy zając usłyszał szum wiatru. Borsuk zauważył jesienne kolorowe liście. Jedna z wiewiórek wzięła do ręki kamień i przyglądała mu się w skupieniu, a druga po prostu czuła, jak jej brzuch podnosi się i opada, gdy ona oddycha.

Po chwili Cisza odeszła.

I przychodziła już codziennie. A zwierzęta powoli przyzwyczaiły się do jej obecności i coraz lepiej się z nią czuły.

               – Jak tam głowa? – Pytał doktor Sowa swoich pacjentów.

               – Dziękuję, już nie boli.

               – Jak Pan sypia?

               – Lepiej doktorze, dziękuję.

               – A rozdrażnienie?

               – Już bardzo niewielkie, dziękuję.

W lesie zrobiło się spokojniej. Zwierzęta oprócz żartów, zabawy i wygłupów, ciekawiły się też tym, co dookoła – barwnymi liśćmi, szumem wiatru, chętnie siadały przy strumyku i łowiły różnokształtne kamyki.

Cisza przychodzi do nich codziennie, ale odwiedza też inne miejsca. Więc jeśli chcielibyście się z nią spotkać, lepiej szybko sprawdźcie jej grafik na najbliższy tydzień 😉

Dodaj komentarz